Rozdział 14

Chloe
Jak do tego doszło? Nie wiem... Wszystko działo się tak szybko... Nie mam bladego pojęcia czemu nagle zaczęłam być zazdrosna o Jamesa. Nie byliśmy razem, a przynajmniej ja nie uznawałam tej znajomości jako jakieś zobowiązującej...
-Co tak mizernie jesz?- zapytał przyglądając mi się uważnie znad swego parującego dania.
-Jakoś straciłam apetyt- odsunęłam z niesmakiem od siebie talerz pełen frytek.
-Czemuż to? Coś nie tak?
-W zasadzie tak- przytaknęłam gotowa wyłożyć wszystko, co mnie martwiło.- Po pierwsze chciałabym wiedzieć kim dla ciebie jestem.
-Słucham?- z wrażenia aż sam odsunął od siebie talerz i z uwagą spojrzał mi w oczy.- No dobrze, a po drugie?
-Po drugie kim była dziewczyna, z którą się całowałeś kilka tygodni temu- moje spojrzenie powędrowało automatycznie w dół.
-Czyli jednak wiesz- mruknął z niezadowoleniem.- Posłuchaj, jestem w stanie ci to w logiczny sposób wytłumaczyć, tylko daj mi zebrać myśli...
-Nie potrzebuję twoich wyjaśnień- przerwałam mu ściszonym głosem.
-Ale ja nie chcę cię stracić!- żywo zaprotestował, a ja wbrew sobie podniosłam głowę i na niego spojrzałam. W jego oczach czaiły się dwa waleczne ogniki gotowe walczyć o najwyższą stawkę.- W porządku. Nie miałem okazji ci powiedzieć o pewnej dziewczynie- w międzyczasie wyjął z kieszeni swój telefon i pokazał mi w nim zdjęcie tamtej laski.- To jest Nicole. Zostały jej dwa miesiące życia. Jest córką naszych sąsiadów i jej marzeniem było, abym umawiał się z nią, więc postanowiłem je spełnić- zszokowana oglądałam zdjęcie uroczej dziewczyny, która niebawem miała umrzeć.- Jednak pojawiłaś się ty i teraz coraz trudniej jest mi skupić się na byciu z Nicole. Przepraszam, że wcześniej ci o niej nie powiedziałem. Nie byłoby tych wszystkich nieporozumień.
-Wszystko... W porządku- starałam się dopilnować, aby mój głos nie drżał.- To nie twoja wina... Że się pojawiłam.
-Nie! Nie odbieraj tego w ten sposób!- szybko mnie skarcił, a ja skuliłam się w sobie jeszcze bardziej.- Nie jesteś niczemu winna! W ogóle nie ma tu winnych! Takie jest po prostu życie- podsumował i spojrzał na swój talerz.- Nadal nie jesteś głodna?- pokręciłam przecząco głową.- W takim razie wychodzimy- zakomendował i oboje opuściliśmy lokal, w którym ludzie już od dłuższego czasu na nas spoglądali.
Spacerowaliśmy po ulicy w zupełnej ciszy. Żadne z nas nie chciało się odzywać. Atmosfera była tak... dusząca, jakby zbierało się na solidną burzę.
-Chloe...- zaczął niepewnie, a ja spojrzałam na niego łagodnie.- Pytałaś mnie wcześniej o to, kim dla mnie jesteś. Chciałbym móc ci odpowiedzieć teraz na to pytanie- w jednej chwili złapał mnie w talii i zbliżył swoją twarz do mojej i na tym chwilowo poprzestał.- Jesteś dla mnie bardzo, ale to bardzo ważna- nałożył duży nacisk na słowo ,,bardzo" chcąc podkreślić powagę swych słów.- Przepraszam, jeśli myślałaś, że jest ina..- nie dokończył, ponieważ sama nie wytrzymałam i go pocałowałam.

Katie
Po feralnym spotkaniu z nieznajomym na chodniku poczłapałam na zajęcia, które minęły mi w ekspresowym tempie. W trakcie przerw między jednym wykładem a drugiem zdążyłam sobie kupić parę batonów i wodę gazowaną do kompletu, bez której bym się nie obeszła. Cały dzień na uczelni potoczył się bardzo szybko, nim się obejrzałam kończyłam ostatnią lekcję i przychodziła pora, by zebrać siebie i swoje manatki do domu. Wyszłam ze swojego udziału około godziny trzynastej i postanowiłam skorzystać z okazji i się wybrać na małe zakupy spożywcze. Dzisiejszego dnia przypadała moja kolej robienia kolacji, więc moje godziny w domu  idealnie współgrały z moim grafikiem. Na początku nie miałam zielonego pojęcia co mogłabym ugotować nam do zjedzenia, ale po tym jak przeszłam niedaleko pizzeri, pomyślałam o tym, by zrobić domową pizzę. Wybrałam się do najbliższego spożywczaka i szybko wybrałam potrzebne  produkty, z których zamierzałam skorzystać. W moim koszyku znalazły się pomidory, ogórki, kurczak, ser, kukurydza i jeszcze drożdże, bez których nie mogło się obejść, gdyż były podstawowym składnikiem ciasta. W poszukiwaniu kasy zrobiłam ze trzy okrążenia wokół sklepu i między półkami, ale ostatecznie doszłam do ładu i szczęśliwym trafem odnalazłam swój zaginiony skarb, jakim była kasa. Niestety przede mną ustawiła się niemała kolejka i czekanie w niej zajęło mi więcej czasu, niżeli wybieranie tego, czego potrzebowałam. Kiedy w końcu przyszła moja kolej, nogi mi odpadały od stania i tak mnie suszyło, że zdołałabym wypić całą wodę zawartą w lodowcach, gdybym mogła. Moja kieszeń na szczęście nie ucierpiała na tych zakupach, z powodu błędów kasjerki i zamiast zapłacić sporą sumkę, wyszłam z tego bez szwanku. Jedynie czas poświęcony na to się wydłużył, ale skorzystałam nawet na tym, więc nie mogłam narzekać. Ten dzień powoli robił się coraz lepszym, ale wiadomo, zawsze mógłby być lepszy.
Bez większego pośpiechu wróciłam do domu wujostwa, gdzie rozpoczęłam przygotowania do kolacji. Wpierw rozrobiłam idealne ciasto, a następnie zostawiła, aby podrosło. W tym czasie, gdy ciasto zwiększało swoją objętość, ja umyłam warzywa i przyszykowałam mięsko do kolejnych faz gotowania. Pierś z kurczaka pokroiłam na małe kawałki, przyprawiłam, a ostatecznie podsmażyłam je delikatnie na patelni, by mogło później dojść w piekarniku razem z całą resztą. W momencie, gdy spód pizzy urósł, wyjęłam go s ciepłego miejsca i rozłożyłam na blaszce, którą wcześniej wyłożyłam papierem do pieczenia. Nakłułam ciast widelcem, by nie zbierało mi się powietrze w trakcie pieczenia, a później wysmarowałam całe koncentratem pomidorowym, którego resztki znalazłam w lodówce. Na koniec zostało mi ułożenie mięsa i innych składników oraz przyprawienie. Kiedy miałam już wstawiać moje dzieło sztuki do piekarnika do moich uszu dobiegło stukanie w drzwi.
- Zastałem może Kate? - Zapytał się przystojny chłopak, gdy otworzyłam drzwi. 
- Tak, ale wszyscy mi mówią Katie. - Odpowiedziałam twierdząco. 
- No to cudnie. Miałam wpaść do was i sprawdzić  czy wszystko ok. = Wytłumaczył się.
- A Ty kim jesteś? - Zaciekawiłam się tożsamością nieznajomego. 
- Jestem  Killian,bratanek Becs. - Przedstawił się.
- Nie wspominała mi o tobie, a ni o tym, że masz tutaj przyjść. - Zdziwiłam się.
- Sam się dowiedziałem o tym jakieś dwadzieścia minut temu, więc jak chcesz to sama do niej zadzwoń i zapytaj. - Wszedł do domu wujostwa jak do siebie i rozwalił się na kanapie.
- A żebyś wiedział, że zadzwonię.   - Pogroziłam zdenerwowana na niego i postanowiłam spełnić swe pogróżki dzwoniąc do cioci.
Po wybraniu numeru i usłyszeniu kilku sygnałów w końcu doczekałam się odpowiedzi z drugiej strony. Telefon odebrał wujek, jednakże nie wykazywał sprzeciwów, aby przekazać słuchawkę swojej żonie,  z którą musiałam zamienić parę słów. Ciocia szczegółowo objaśniła mi swoje drzewko genealogiczne i zaistniałą sytuację, po czym kazała mi się nie martwić i w razie czego pozwolić mu przenocować, bo jego domek wynajmowany na spółkę z kolegami leży po drugiej stronie miasta  i nieźle musiał się namęczyć, aby dojechać do domu wujostwa. Oczywiście musiałam na to przystać i byłam zadowolona, że wszystko się ładnie samo wyjaśniło.
- Okej, wszystko ogarnięte. - Zwróciłam się do gościa. - Jak chcesz to możesz zostać na obiad.
- Ooo, a co będzie? - Zaciekawił się chłopak.
- Domowa pizza.  Dopiero wstawiam do piekarnika, więc będzie trzeba na nią poczekać.
- Zaczekam nawet całą wieczność o ile jest z warzywami.
- No to masz szczęście, chłopie.
- Na to liczyłem.  - Uśmiechnął się szczerze. - Pomóc ci w czymś? - Zapytał się po tym jak spostrzegł, że zaczęłam sprzątać.
- Jeśli chcesz. Kosz jest pod... - Przerwał mi.
- ... Pod zlewem. - Normalnie wyjął mi to z ust. - Wiem. Byłem tutaj z miliard razy.
- No tak, mogłam się tego domyślić. Chcesz coś do jedzenia albo do picia? - Złożyłam propozycję z grzeczności.
- Nie pogardzę sokiem pomarańczowym, który jest w piwnicy. - Wyjął szklankę z szafki.
- Samoobsługa. - Rozkazałam niemalże, ale chłopak nie wykazał żadnego sprzeciwu i udał się sam do podziemi domu po swój nektar bogów, a kiedy wrócił trzymał w dłoni butelkę z sokiem, a w drugiej wodę gazowaną.
- Pomyślałem, że się przyda. - Potrząsną butelką wody, która znajdowała się w jego prawej dłoni.
- To dobrze pomyślałeś. Właśnie wypiłam ostatnią szklankę z poprzedniej butelki i miałam cię poprosić, żebyś skoczył jeszcze po wodę.
- Jestem spostrzegawczy, więc nawet nie musiałaś prosić. - Odkręcił swobodnie butelkę, z którą zawsze muszę się siłować, żeby odkręcić zakrętkę i wlał mi do szklanki, a następnie podobnie postąpił ze swoim sokiem, który ciocia sama zrobiła.
- Dzięki. - Chwyciłam swoją szklankę i wypiłam do dna.  - Myślę, że do pizzy jeszcze daleko, więc chyba możemy coś obejrzeć, jeśli nie masz nic przeciwko.
- Jestem za. Na co masz ochotę? - Zapytał się uprzejmie i usiadł na stołku, który był przy kuchennej wyspie.
- Hmmm, no nie wiem, a co lubisz? - Zwykle byłam strasznie niezdecydowana, więc chciałam, by to on wybrał, co mamy oglądać, ale los chciał inaczej.
- Praktycznie wszystko. Ty coś wybierz, wierzę w ciebie.
- Może być Underworld? - Zaproponowałam film z mojej ulubionej serii.
- Jasne. Zrobię popcorn. - Wyjął z szafki dwa opakowania popcornu, jeden maślany a drugi słony, a także miskę, a następnie oba podgrzał w mikrofalówce i wymieszał je razem ze sobą, kiedy to ja usiłowałam znaleźć w internecie odpowiednią stronę, by odtworzyć wybrany przez nas film. - Gotowe. - Niedługo potem znalazłam dobrą stronę i zaczęliśmy nasz seans z małą przerwą na pizzę.

Komentarze