Rozdział 8
Chloe
Co zrobić, gdy jakaś wredna i wysoka łajza dzierży w swoich łapskach twoją patelnię? Usiądź przed nią po turecku na podłodze i udaj, że zaczynasz płakać. Działa w stu procentach.
-He... hej. Chloe?- przykucnął przy mnie i czule objął ramieniem.- Co ci jest?
-Nic- specjalnie pociągnęłam nosem, a on usiadł obok tylko po to, by mnie posadzić sobie na kolanach i mocniej do siebie przycisnąć.
-Cokolwiek ci jest, już wszystko dobrze- pogłaskał mnie po plecach, a swoją brodę położył na mojej głowie.
-A oddasz mi patelnie?- spróbowałam sprawić, by mój głos zabrzmiał dosyć realistycznie, lecz chyba wyczuł podstęp.
-Oj, dobrze wiesz, że nie ma nic za darmo- cmoknął z niezadowoleniem.
-A ładnie to tak komuś patelnię kraść?- zapytałam nadal udając ofiarę losu oraz tkwiąc w jego objęciach.
-Ładnie, jeżeli można zbliżyć się do tej osoby- szepnął mi na ucho, po czym delikatnie mnie w nie ugryzł. Po plecach przebiegł mi dreszcz ekscytacji. Nieświadomie zacisnęłam pięści na jego koszulce i mocniej się w niego wtuliłam, pomimo iż chciałam się od niego odsunąć najdalej jak tylko mogłam. Chciałam uciec, lecz ciekawość przed czymś nowym i nieznanym zwyciężyła. Trwałam w jego objęciach, a on zaczął robić mi malinki na szyi.
-Przestań. James, proszę, przestań- prosiłam wbrew swojej woli, a on nie przestawał, aż w końcu odsunęłam się od niego na tyle na ile mogłam.
-Przepraszam- podrapał się zakłopotany po głowie. Jego policzki zdobiły niemalże bordowe rumieńce, a skóra wręcz parzyła.- Nie mogłem się powstrzymać.
Odsunęliśmy się od siebie, a ja w końcu odzyskałam patelnię. Pomimo otwartych na oścież okien, atmosfera była tak gęsta, że można ją było pokroić nożem. Schowałam naczynie do szafki, a James pozamykał jak na złość okna. Co prawda pokój już wywietrzał ze spalenizny, ale ja z emocji jeszcze nie. Obiecałam sobie, że się przewietrzę podczas spaceru na wykład. Grzecznie wyprosiłam Jamesa z naszego pokoju, a on posłusznie i w ciszy się posłuchał.
Z jednej strony czułam się zakłopotana i nie chciałam tego powtarzać, ale z drugiej aż kipiałam z ciekawości co dalej. Bo przecież to tylko kawałek tego, co przede mną kryje ten świat...
Katie
Mój dzisiejszy dzień zaczynał się bardzo wcześnie i był napakowany mnóstwem zajęć. Moja współlokatorka wraz z naszą nową przyjaciółką smacznie spały w swoich objęciach, gdy przyszło mi wstawać i szykować się do wyjścia. Głód wyjątkowo mi nie dokuczał, ale pragnienie to była inna sprawa. Potrzebowałam dawki teiny, aby przetrwać ten dzień. Po cichu przemknęłam się do naszej mini kuchni i wstawiłam wodę na herbatę, a później nasypałam do kubka w odpowiednich proporcjach cukier wraz z ziołami. Nim woda się zagotowała, ubrałam szybko znalezione ubranie i przykryłam dwa śpiochy, gdyż skopały kołdrę w nogi. Kiedy herbata była w pełni zaparzona i lekko wystudzona, postanowiłam wypić ją w biegu, gdyż zostało mi niewiele czasu do zajęć, a musiałam jeszcze ogarnąć chociaż w minimalnym stopniu to, co działo się na mojej twarzy i z moimi włosami. Wyciągnęłam niezbędnik każdej kobiety, w którym znajdowała się szczotka do włosów, podkład, tusz do rzęs, eyeliner i podstawowy kolor szminki. Do użytku miałam także pastę i szczoteczkę do zębów, które wykorzystałam nim zaczęłam malować swoją twarz, na co nie miałam zbytnio ochoty, ale wypadało z racji na to, że był to pierwszy dzień spotkania z wykładowcami i profesorami.
Swój pierwszy dzień zaczynałam od łaciny, więc nie zapowiadało się na zbyt wiele pracy, dlatego też obawiałam się, że w pierwszych minutach wykładu zasnę. Profesor omawiał czego będzie od nas wymagał i czym głównie zajmiemy się na jego lekcjach. Moim nauczycielem był sędziwy staruszek, który zamiast mówić o historii, sam był historią. Nie wyglądał na rozbrykanego staruszka, ale pozory mylą... Pierwszego dnia dał nam kartki z łacińskimi wyrazami, których musieliśmy nauczyć się na następny wykład na pamięć, gdyż będzie wykorzystywał te sformułowania, a potem będziemy mieć pretensje, że nie mamy pojęcia o czym mówi wykładowca. I tak to się zaczęło...
Do kolejnych zajęć miałam dwie godziny przerwy, więc mogłam wrócić do pokoju, aby odespać stracony czas. Udałam się do kwatery najszybciej jak mogłam, a widok który zastałam bardzo zadziwił moje oczy. W pomieszczeniu było idealnie czysto z wyjątkiem zlewu, który zapełniony był talerzami i kubkami, więc mogłam wnioskować, że moja współlokatorka nie zdążyła posprzątać po śniadaniu. Nie miałam nic przeciwko zmywaniu po kimś, więc zabrałam się do roboty. Po kilku minutach zlew był opróżniony, a ja mogłam w końcu położyć się spać, gdyby nie ten telefon...
Co zrobić, gdy jakaś wredna i wysoka łajza dzierży w swoich łapskach twoją patelnię? Usiądź przed nią po turecku na podłodze i udaj, że zaczynasz płakać. Działa w stu procentach.
-He... hej. Chloe?- przykucnął przy mnie i czule objął ramieniem.- Co ci jest?
-Nic- specjalnie pociągnęłam nosem, a on usiadł obok tylko po to, by mnie posadzić sobie na kolanach i mocniej do siebie przycisnąć.
-Cokolwiek ci jest, już wszystko dobrze- pogłaskał mnie po plecach, a swoją brodę położył na mojej głowie.
-A oddasz mi patelnie?- spróbowałam sprawić, by mój głos zabrzmiał dosyć realistycznie, lecz chyba wyczuł podstęp.
-Oj, dobrze wiesz, że nie ma nic za darmo- cmoknął z niezadowoleniem.
-A ładnie to tak komuś patelnię kraść?- zapytałam nadal udając ofiarę losu oraz tkwiąc w jego objęciach.
-Ładnie, jeżeli można zbliżyć się do tej osoby- szepnął mi na ucho, po czym delikatnie mnie w nie ugryzł. Po plecach przebiegł mi dreszcz ekscytacji. Nieświadomie zacisnęłam pięści na jego koszulce i mocniej się w niego wtuliłam, pomimo iż chciałam się od niego odsunąć najdalej jak tylko mogłam. Chciałam uciec, lecz ciekawość przed czymś nowym i nieznanym zwyciężyła. Trwałam w jego objęciach, a on zaczął robić mi malinki na szyi.
-Przestań. James, proszę, przestań- prosiłam wbrew swojej woli, a on nie przestawał, aż w końcu odsunęłam się od niego na tyle na ile mogłam.
-Przepraszam- podrapał się zakłopotany po głowie. Jego policzki zdobiły niemalże bordowe rumieńce, a skóra wręcz parzyła.- Nie mogłem się powstrzymać.
Odsunęliśmy się od siebie, a ja w końcu odzyskałam patelnię. Pomimo otwartych na oścież okien, atmosfera była tak gęsta, że można ją było pokroić nożem. Schowałam naczynie do szafki, a James pozamykał jak na złość okna. Co prawda pokój już wywietrzał ze spalenizny, ale ja z emocji jeszcze nie. Obiecałam sobie, że się przewietrzę podczas spaceru na wykład. Grzecznie wyprosiłam Jamesa z naszego pokoju, a on posłusznie i w ciszy się posłuchał.
Z jednej strony czułam się zakłopotana i nie chciałam tego powtarzać, ale z drugiej aż kipiałam z ciekawości co dalej. Bo przecież to tylko kawałek tego, co przede mną kryje ten świat...
Katie
Mój dzisiejszy dzień zaczynał się bardzo wcześnie i był napakowany mnóstwem zajęć. Moja współlokatorka wraz z naszą nową przyjaciółką smacznie spały w swoich objęciach, gdy przyszło mi wstawać i szykować się do wyjścia. Głód wyjątkowo mi nie dokuczał, ale pragnienie to była inna sprawa. Potrzebowałam dawki teiny, aby przetrwać ten dzień. Po cichu przemknęłam się do naszej mini kuchni i wstawiłam wodę na herbatę, a później nasypałam do kubka w odpowiednich proporcjach cukier wraz z ziołami. Nim woda się zagotowała, ubrałam szybko znalezione ubranie i przykryłam dwa śpiochy, gdyż skopały kołdrę w nogi. Kiedy herbata była w pełni zaparzona i lekko wystudzona, postanowiłam wypić ją w biegu, gdyż zostało mi niewiele czasu do zajęć, a musiałam jeszcze ogarnąć chociaż w minimalnym stopniu to, co działo się na mojej twarzy i z moimi włosami. Wyciągnęłam niezbędnik każdej kobiety, w którym znajdowała się szczotka do włosów, podkład, tusz do rzęs, eyeliner i podstawowy kolor szminki. Do użytku miałam także pastę i szczoteczkę do zębów, które wykorzystałam nim zaczęłam malować swoją twarz, na co nie miałam zbytnio ochoty, ale wypadało z racji na to, że był to pierwszy dzień spotkania z wykładowcami i profesorami.
Swój pierwszy dzień zaczynałam od łaciny, więc nie zapowiadało się na zbyt wiele pracy, dlatego też obawiałam się, że w pierwszych minutach wykładu zasnę. Profesor omawiał czego będzie od nas wymagał i czym głównie zajmiemy się na jego lekcjach. Moim nauczycielem był sędziwy staruszek, który zamiast mówić o historii, sam był historią. Nie wyglądał na rozbrykanego staruszka, ale pozory mylą... Pierwszego dnia dał nam kartki z łacińskimi wyrazami, których musieliśmy nauczyć się na następny wykład na pamięć, gdyż będzie wykorzystywał te sformułowania, a potem będziemy mieć pretensje, że nie mamy pojęcia o czym mówi wykładowca. I tak to się zaczęło...
Do kolejnych zajęć miałam dwie godziny przerwy, więc mogłam wrócić do pokoju, aby odespać stracony czas. Udałam się do kwatery najszybciej jak mogłam, a widok który zastałam bardzo zadziwił moje oczy. W pomieszczeniu było idealnie czysto z wyjątkiem zlewu, który zapełniony był talerzami i kubkami, więc mogłam wnioskować, że moja współlokatorka nie zdążyła posprzątać po śniadaniu. Nie miałam nic przeciwko zmywaniu po kimś, więc zabrałam się do roboty. Po kilku minutach zlew był opróżniony, a ja mogłam w końcu położyć się spać, gdyby nie ten telefon...
Komentarze
Prześlij komentarz