Rozdział 3
Katie
Po tym jak moja współlokatorka opuściła mnie w pośpiechu, musiałam się zastanowić, co powinnam zrobić w najbliższym czasie. Powoli robiłam się głodna, a nasza prywatna lodówka pękała w szwach, więc miałam możliwość przyrządzenia na posiłku który pewnie dopiero jutro dokończymy jeść.
Wstałam z łóżka i zaczęłam przeglądać zawartość lodówki, z której miałam stworzyć smaczne danie. Odnalazłam w niej trochę sera, który nadaje się do potarkowania oraz pierś z kurczaka, która jak na razie nie miała swego przeznaczenia w kuchni. Ostatecznie dogrzebałam się jeszcze do pieczarek i miałam pomysł na obiad gotowy. Poszperałam jeszcze w szafce za makaronem i jakąś cebulą, a następnie wzięłam się za krojenie potrzebnych składników i przyprawianie ich. Wstawiłam wodę do gotowania w garnku na makaron, a na patelni podsmażyłam doprawionego kurczaka razem z cebulą pokrojoną w kostkę.
Nim zdążyłam przysmażyć mięso, wpadła do pokoju zadowolona Chloe i oznajmiła mi, że idziemy dziś wieczorem na imprezę do chłopaków z hali.
- Jesteś pewna? - Zapytałam się zdziwiona. Nie sądziłam, że będzie chciała siedzieć z podpitymi typkami.
- Dzięki chłopakom znalazłam telefon, więc tak. Myślę, że będzie całkiem zabawnie. - Uargumentowała.
- No oki. Jesteś głodna? - Zapytałam z racji na to, że właśnie przyrządzałam nam posiłek.
- Właśnie miałam się pytać, co tak ładnie pachnie. - Zaśmiała się.
- Nasz obiad. To jak? - Chciałam się upewnić.
- Głodna jak nie wiem, o ile nie będę musiała nic gotować, bo obie umrzemy z głodu w takiej sytuacji. - Zażartowała.
- Chyba ja się zajmę gotowanie, a ty lepiej sprzątaniem po posiłku i będziemy kwita. - Zaproponowałam układ.
- Chętnie na to pójdę. - Zgodziła się bez wahania.
- No to fajnie, że się dogadałyśmy. - Uśmiechnęłam się szeroko i wróciłam do gotowania, a w między czasie moja współlokatorka przygotowała stół do jedzenia.
Po niepełnej godzinie szamanko było gotowe i obie zasiadłyśmy do spożywania makaronu z kurczakiem, pieczarkami i serem. Chloe jadła jak nawiedzona, ale za każdym razem odkładała pieczarki na bok i mówiła, że nie cierpi grzybów, mimo że próbowałam jej wmówić, że wcale nie smakują jak typowe grzyby. Niestety nie udało mi się wmusić w nią ani jednego grzyba, ale za cel obrałam sobie zrobić to kolejnego razu, jak jej to ugotuję. Miałam ogromną nadzieję, że następnym razem mi się uda i zje najpyszniejsza pieczarkę na świecie. Wiem co mówię, bo sama nie cierpię ani grzybów ani ryb, no chyba że paluszki rybne, ale tyle w nich ryby, co w soku owoców.
Około godziny piętnastej pomyślałyśmy o tym, że musimy jakoś się przygotować do późniejszego wyjścia, a ja nie posiadałam żadnej kreacji odpowiedniej na takie wyjście. Chloe stwierdziła później, że mogę od niej coś pożyczyć, bo musi się jakoś odwdzięczyć za jedzonko, a ja nie miałam sprzeciwów, gdyż nie miałam innego wyjścia, chyba że chciałam zostać w pokoju, a nie posiadałam takich planów. Pragnęłam korzystać z życia i to była chyba dobra okazja, aby zacząć realizować ten cel i jak na razie jedyna. Tak więc zaczęłyśmy przeglądać półki mej współlokatorki, aby znaleźć nam obu coś ładnego i pasującego na wieczór. Miała masę fajnych ciuchów i bardzo trudno szło o wybranie jednego. Chwilami byłyśmy niezgodne wiec automatycznie rozpatrywałyśmy inne propozycje, na które obie byśmy się zgodziły. Sterczałyśmy ponad godzinę przed szafą i zastanawiałyśmy, co byłoby najlepszym wyborem i w ostateczności wybrałyśmy dla mnie spódniczkę z jej kolekcji oraz crop top z mojej, a dla niej czarną sukienkę z krótkim rękawem przed kolano. Byłyśmy zadowolone z naszych decyzji, więc została nam cała masa kolejnych przygotowań do późniejszego wyjścia. Musiałyśmy wziąć prysznic, zrobić się na bóstwo, upichcić coś...
Nim wybiła północ obie byłyśmy wyszykowane i gotowe do opuszczenia naszego pokoju. Zostało nam jedynie zgarnąć przekąski ze stołu i mogłyśmy wychodzić do chłopaków.
Wyszłyśmy z naszego pokoju wystrojone i użyłyśmy niedawno odnalezionej windy, która zawiozła nas na piętro, na którym mieszkali chłopacy z hali. Dźwięk muzyki dobiegał do nas od razu jak wyszłyśmy z elewatoru. Pokój, choć to mało powiedziane, w którym została ulokowana impreza, był ogromny i wypełniony dobrze bawiącymi się ludźmi. W pomieszczeniu unosił się zapach alkoholu oraz innych trunków, jak na typowej studenckiej imprezie. Postanowiłyśmy, że odnajdziemy gospodarzy i wręczymy im małe co nie co. Nasze poszukiwania nie trwały zbyt długo, iż niemalże przy samym wejściu napotkałyśmy się Johna-podrywacza.
- Oo, jednak przyszłyście i jak widzę, macie szamanko. - Uśmiechnął się szeroko i popatrzył się na podarunek tak, jakby miał pożreć go wzrokiem.
- To dla ciebie. - Wręczyłam datek w ręce nowego znajomego.
- Dzięki, skarbie. Rozgośćcie się. - Zaprosił nas do wnętrza pokoju.
Kiedy weszłyśmy do dalszych partii pomieszczenia udzieliła nam się atmosfera i obie zaczęłyśmy się rozluźniać w nowym towarzystwie. Ludzie byli bardzo mili, a chłopcy szarmanccy i chętni do tańca. Długo nie opierałyśmy się namowom, aby pójść na parkiet i zaszaleć. Powoli przystosowywałyśmy się do imprezowiczów i zachowywałyśmy się podobnie do nich.
Po tych wszystkich tańcach strasznie suszyło nam w gardle, więc alkohol był jak znalazł. Nie podejrzewałam nawet, że trunki tak się udzielą Chloe, która niemalże zaraz po spożyciu szalała jeszcze bardziej niż na początku. Po każdym kubeczku piwa ona coraz bardziej stawała się rozluźniona i zaczynała chwiać się na własnych nogach. Nawiązywała co raz to nowe znajomości i stała się bardzo popularna wśród chłopców, od których nie mogła się opędzić na parkiecie. Każdy z nich pragnął z nią zatańczyć, znaczy ci, którzy chwilowo się nie całowali z innymi dziewczynami.
Wyszłyśmy z imprezy koło drugiej w nocy i musiałam stwierdzić, że była to szalona noc...
Chloe
Bawiłam się jak jeszcze nigdy w życiu. Co prawda na początku jak zwykle starałam się zachować rezerwę nie tylko do innych ludzi, lecz i do alkoholu, lecz zaraz moi nowi ,,znajomi" mnie przekonali. W końcu jestem już pełnoletnia, a nigdy nie upiłam łyka alkoholu (przez sytuację materialną, brat zabierał wszelkie pieniądze na towar, a to co udało nam się przed nim uratować szło na jedzenie). Była to moja pierwsza styczność z alkoholem. Najpierw razem z Katie sączyłyśmy drinki, potem zaproponowano mi piwo, lecz wszystko dopełniła wódka. Poczułam taką euforię. Zewsząd otaczali mnie przystojni chłopcy, gotowi zatańczyć ze mną, a całe pomieszczenie mieniło się kolorowymi światłami. Czułam się królową parkietu, wiedziałam, że każdy mój ruch jest pociągający i seksowny. Katie również nie próżnowała i kokietowała tylu chłopaków ile się dało. Chyba zgarnęła z dwadzieścia numerów różnych chłopaków, a w tańcu straciłam rachubę. Można rzec, że podbiłyśmy tę domówkę i następnego dnia będziemy znane na całym kampusie.
Jednak kolejny dzień przyniósł nam tylko mocnego jak cholera kaca. W głowie szumiało mi niemiłosiernie, już nie mówiąc o tym, że w ogóle utraciłam władzę w mych kończynach dolnych.
-Kate?- zachrypiałam, zawstydzając przy tym nasze skrzypiące drzwi wejściowe.
-Tak?- dosłyszałam zaspany głos dochodzący z łóżka po drugiej stronie.
-Czy my jeszcze żyjemy?
-To dobre pytanie- odkopała się spod kołdry i spojrzała na mnie mętnym wzrokiem. Poszła spać nawet się nie przebierając, a na jej głowie powstała dosyć wymyślna fryzura, chociaż sama pewnie byłam w nie lepszym stanie.
-Jezu, czy tylko ja ledwo pamiętam co wczoraj się działo?- zapytałam, przecierając oczy.
-Nie jesteś jedyna, też niewiele pamiętam. Ale wiem jedno, nigdy więcej nie tknę alkoholu- zadeklarowała się.
-I tu masz rację siostro- zgodziłam się, próbując się przy tym podnieść.- Chryste, jak mnie głowa boli. Jakby ktoś uderzył mnie kijem bejsbolowym, a później zrzucił ze schodów...
-Kto wie- odparła zagadkowo Katie.
-Czy ty coś wiesz czego ja nie wiem?
-Nie wiem co mogłabym wiedzieć, czego ty byś mogła nie wiedzieć- obie się zaśmiałyśmy z jej stwierdzenia, lecz zaraz pokuliłyśmy się w swoich łóżkach od natrętnego bólu głowy.
Jeszcze przez chwilę pogadałyśmy, a następnie Katie sprawdziła w Google sprawdzone sposoby na kaca. Znalazła kilka ciekawych propozycji i już miałyśmy jedną z nich testować, gdy nagle dostała sms'a od anonimowego adresata o treści ,,Witaj kotku, jak się dziś czujesz skarbie?". Obie popatrzyłyśmy porozumiewawczo na siebie, a zaraz przyszedł do niej kolejny sms od innego tajemniczego numeru o podobnej treści. I tak nam upłynęła najbliższa godzina. Nawet ja dostałam kilka wiadomości, w tym jedną od James'a, od której miałam ochotę roznieść cały pokój ze szczęścia, lecz stan moich nóg mi na to nie pozwolił. Proponował mi spotkanie, a ja, głupia, się zgodziłam bez namysłu. Pozostała mi tylko kwestia jak ja dojdę na umówione miejsce spotkania...
Po tym jak moja współlokatorka opuściła mnie w pośpiechu, musiałam się zastanowić, co powinnam zrobić w najbliższym czasie. Powoli robiłam się głodna, a nasza prywatna lodówka pękała w szwach, więc miałam możliwość przyrządzenia na posiłku który pewnie dopiero jutro dokończymy jeść.
Wstałam z łóżka i zaczęłam przeglądać zawartość lodówki, z której miałam stworzyć smaczne danie. Odnalazłam w niej trochę sera, który nadaje się do potarkowania oraz pierś z kurczaka, która jak na razie nie miała swego przeznaczenia w kuchni. Ostatecznie dogrzebałam się jeszcze do pieczarek i miałam pomysł na obiad gotowy. Poszperałam jeszcze w szafce za makaronem i jakąś cebulą, a następnie wzięłam się za krojenie potrzebnych składników i przyprawianie ich. Wstawiłam wodę do gotowania w garnku na makaron, a na patelni podsmażyłam doprawionego kurczaka razem z cebulą pokrojoną w kostkę.
Nim zdążyłam przysmażyć mięso, wpadła do pokoju zadowolona Chloe i oznajmiła mi, że idziemy dziś wieczorem na imprezę do chłopaków z hali.
- Jesteś pewna? - Zapytałam się zdziwiona. Nie sądziłam, że będzie chciała siedzieć z podpitymi typkami.
- Dzięki chłopakom znalazłam telefon, więc tak. Myślę, że będzie całkiem zabawnie. - Uargumentowała.
- No oki. Jesteś głodna? - Zapytałam z racji na to, że właśnie przyrządzałam nam posiłek.
- Właśnie miałam się pytać, co tak ładnie pachnie. - Zaśmiała się.
- Nasz obiad. To jak? - Chciałam się upewnić.
- Głodna jak nie wiem, o ile nie będę musiała nic gotować, bo obie umrzemy z głodu w takiej sytuacji. - Zażartowała.
- Chyba ja się zajmę gotowanie, a ty lepiej sprzątaniem po posiłku i będziemy kwita. - Zaproponowałam układ.
- Chętnie na to pójdę. - Zgodziła się bez wahania.
- No to fajnie, że się dogadałyśmy. - Uśmiechnęłam się szeroko i wróciłam do gotowania, a w między czasie moja współlokatorka przygotowała stół do jedzenia.
Po niepełnej godzinie szamanko było gotowe i obie zasiadłyśmy do spożywania makaronu z kurczakiem, pieczarkami i serem. Chloe jadła jak nawiedzona, ale za każdym razem odkładała pieczarki na bok i mówiła, że nie cierpi grzybów, mimo że próbowałam jej wmówić, że wcale nie smakują jak typowe grzyby. Niestety nie udało mi się wmusić w nią ani jednego grzyba, ale za cel obrałam sobie zrobić to kolejnego razu, jak jej to ugotuję. Miałam ogromną nadzieję, że następnym razem mi się uda i zje najpyszniejsza pieczarkę na świecie. Wiem co mówię, bo sama nie cierpię ani grzybów ani ryb, no chyba że paluszki rybne, ale tyle w nich ryby, co w soku owoców.
Około godziny piętnastej pomyślałyśmy o tym, że musimy jakoś się przygotować do późniejszego wyjścia, a ja nie posiadałam żadnej kreacji odpowiedniej na takie wyjście. Chloe stwierdziła później, że mogę od niej coś pożyczyć, bo musi się jakoś odwdzięczyć za jedzonko, a ja nie miałam sprzeciwów, gdyż nie miałam innego wyjścia, chyba że chciałam zostać w pokoju, a nie posiadałam takich planów. Pragnęłam korzystać z życia i to była chyba dobra okazja, aby zacząć realizować ten cel i jak na razie jedyna. Tak więc zaczęłyśmy przeglądać półki mej współlokatorki, aby znaleźć nam obu coś ładnego i pasującego na wieczór. Miała masę fajnych ciuchów i bardzo trudno szło o wybranie jednego. Chwilami byłyśmy niezgodne wiec automatycznie rozpatrywałyśmy inne propozycje, na które obie byśmy się zgodziły. Sterczałyśmy ponad godzinę przed szafą i zastanawiałyśmy, co byłoby najlepszym wyborem i w ostateczności wybrałyśmy dla mnie spódniczkę z jej kolekcji oraz crop top z mojej, a dla niej czarną sukienkę z krótkim rękawem przed kolano. Byłyśmy zadowolone z naszych decyzji, więc została nam cała masa kolejnych przygotowań do późniejszego wyjścia. Musiałyśmy wziąć prysznic, zrobić się na bóstwo, upichcić coś...
Nim wybiła północ obie byłyśmy wyszykowane i gotowe do opuszczenia naszego pokoju. Zostało nam jedynie zgarnąć przekąski ze stołu i mogłyśmy wychodzić do chłopaków.
Wyszłyśmy z naszego pokoju wystrojone i użyłyśmy niedawno odnalezionej windy, która zawiozła nas na piętro, na którym mieszkali chłopacy z hali. Dźwięk muzyki dobiegał do nas od razu jak wyszłyśmy z elewatoru. Pokój, choć to mało powiedziane, w którym została ulokowana impreza, był ogromny i wypełniony dobrze bawiącymi się ludźmi. W pomieszczeniu unosił się zapach alkoholu oraz innych trunków, jak na typowej studenckiej imprezie. Postanowiłyśmy, że odnajdziemy gospodarzy i wręczymy im małe co nie co. Nasze poszukiwania nie trwały zbyt długo, iż niemalże przy samym wejściu napotkałyśmy się Johna-podrywacza.
- Oo, jednak przyszłyście i jak widzę, macie szamanko. - Uśmiechnął się szeroko i popatrzył się na podarunek tak, jakby miał pożreć go wzrokiem.
- To dla ciebie. - Wręczyłam datek w ręce nowego znajomego.
- Dzięki, skarbie. Rozgośćcie się. - Zaprosił nas do wnętrza pokoju.
Kiedy weszłyśmy do dalszych partii pomieszczenia udzieliła nam się atmosfera i obie zaczęłyśmy się rozluźniać w nowym towarzystwie. Ludzie byli bardzo mili, a chłopcy szarmanccy i chętni do tańca. Długo nie opierałyśmy się namowom, aby pójść na parkiet i zaszaleć. Powoli przystosowywałyśmy się do imprezowiczów i zachowywałyśmy się podobnie do nich.
Po tych wszystkich tańcach strasznie suszyło nam w gardle, więc alkohol był jak znalazł. Nie podejrzewałam nawet, że trunki tak się udzielą Chloe, która niemalże zaraz po spożyciu szalała jeszcze bardziej niż na początku. Po każdym kubeczku piwa ona coraz bardziej stawała się rozluźniona i zaczynała chwiać się na własnych nogach. Nawiązywała co raz to nowe znajomości i stała się bardzo popularna wśród chłopców, od których nie mogła się opędzić na parkiecie. Każdy z nich pragnął z nią zatańczyć, znaczy ci, którzy chwilowo się nie całowali z innymi dziewczynami.
Wyszłyśmy z imprezy koło drugiej w nocy i musiałam stwierdzić, że była to szalona noc...
Chloe
Bawiłam się jak jeszcze nigdy w życiu. Co prawda na początku jak zwykle starałam się zachować rezerwę nie tylko do innych ludzi, lecz i do alkoholu, lecz zaraz moi nowi ,,znajomi" mnie przekonali. W końcu jestem już pełnoletnia, a nigdy nie upiłam łyka alkoholu (przez sytuację materialną, brat zabierał wszelkie pieniądze na towar, a to co udało nam się przed nim uratować szło na jedzenie). Była to moja pierwsza styczność z alkoholem. Najpierw razem z Katie sączyłyśmy drinki, potem zaproponowano mi piwo, lecz wszystko dopełniła wódka. Poczułam taką euforię. Zewsząd otaczali mnie przystojni chłopcy, gotowi zatańczyć ze mną, a całe pomieszczenie mieniło się kolorowymi światłami. Czułam się królową parkietu, wiedziałam, że każdy mój ruch jest pociągający i seksowny. Katie również nie próżnowała i kokietowała tylu chłopaków ile się dało. Chyba zgarnęła z dwadzieścia numerów różnych chłopaków, a w tańcu straciłam rachubę. Można rzec, że podbiłyśmy tę domówkę i następnego dnia będziemy znane na całym kampusie.
Jednak kolejny dzień przyniósł nam tylko mocnego jak cholera kaca. W głowie szumiało mi niemiłosiernie, już nie mówiąc o tym, że w ogóle utraciłam władzę w mych kończynach dolnych.
-Kate?- zachrypiałam, zawstydzając przy tym nasze skrzypiące drzwi wejściowe.
-Tak?- dosłyszałam zaspany głos dochodzący z łóżka po drugiej stronie.
-Czy my jeszcze żyjemy?
-To dobre pytanie- odkopała się spod kołdry i spojrzała na mnie mętnym wzrokiem. Poszła spać nawet się nie przebierając, a na jej głowie powstała dosyć wymyślna fryzura, chociaż sama pewnie byłam w nie lepszym stanie.
-Jezu, czy tylko ja ledwo pamiętam co wczoraj się działo?- zapytałam, przecierając oczy.
-Nie jesteś jedyna, też niewiele pamiętam. Ale wiem jedno, nigdy więcej nie tknę alkoholu- zadeklarowała się.
-I tu masz rację siostro- zgodziłam się, próbując się przy tym podnieść.- Chryste, jak mnie głowa boli. Jakby ktoś uderzył mnie kijem bejsbolowym, a później zrzucił ze schodów...
-Kto wie- odparła zagadkowo Katie.
-Czy ty coś wiesz czego ja nie wiem?
-Nie wiem co mogłabym wiedzieć, czego ty byś mogła nie wiedzieć- obie się zaśmiałyśmy z jej stwierdzenia, lecz zaraz pokuliłyśmy się w swoich łóżkach od natrętnego bólu głowy.
Jeszcze przez chwilę pogadałyśmy, a następnie Katie sprawdziła w Google sprawdzone sposoby na kaca. Znalazła kilka ciekawych propozycji i już miałyśmy jedną z nich testować, gdy nagle dostała sms'a od anonimowego adresata o treści ,,Witaj kotku, jak się dziś czujesz skarbie?". Obie popatrzyłyśmy porozumiewawczo na siebie, a zaraz przyszedł do niej kolejny sms od innego tajemniczego numeru o podobnej treści. I tak nam upłynęła najbliższa godzina. Nawet ja dostałam kilka wiadomości, w tym jedną od James'a, od której miałam ochotę roznieść cały pokój ze szczęścia, lecz stan moich nóg mi na to nie pozwolił. Proponował mi spotkanie, a ja, głupia, się zgodziłam bez namysłu. Pozostała mi tylko kwestia jak ja dojdę na umówione miejsce spotkania...
Komentarze
Prześlij komentarz