Rozdział 13
Chloe
Po niecałych dwóch tygodniach na dobre zadomowiłyśmy się w domu wujostwa Katie. Dostałam przytulny pokój gościnny, w którym mogłam spokojnie uczyć się oraz słuchać głośnej muzyki. Wspólnie z Katie gotowałyśmy posiłki oraz przygotowywałyśmy sobie lunch na wykłady, a wieczorami, gdy obie miałyśmy siły wspólnie oglądałyśmy filmy, bajki lub seriale. Czasami dawałyśmy prywatne korepetycje, Katie tłumaczyła matematykę i niemiecki, a ja angielski. Rzadko miałyśmy czas, by chodzić na domówki, a przynajmniej ja. Wolałam skupić się na nauce niżeli złamanym sercu oraz mojej rodzince. Ostatecznie Patrick oraz dziadkowie zgodzili się na poddanie mamy fachowemu leczeniu oraz na przewiezienie jej do specjalnego ośrodka, więc miałam czyste sumienie.
Co jakiś czas rozmawiałam z Danielem przez telefon, a Jamesa unikałam jak ognia, chociaż to nie było takie trudne. Pewnie nie chciał mi przeszkadzać w przeżywaniu żałoby. Katie dowiedziała się o niej wkrótce po moim powrocie. Uznałam, że skoro chce mnie przyjąć pod dach swojego wujostwa oraz mi ufa to zasługuje na szczerość z mojej strony.
Dzisiejszy dzień z pozoru nie różnił się od innych dni, a jego plan rysował się następująco:
1.Wstać o 11:00.
2. Zjeść śniadanie/obiad.
3. Zrobić sobie kanapki na uczelnię.
4. 13:00-18:00 wykłady.
5. Korepetycje.
6. Kolacja.
7. Spać.
Jak widać nie miałam czasu na niespodziewane obroty wydarzeń, a jednak... Wpierw Katie zbudziła mnie o siódmej rano, gdyż pomyliła dni i myślała, że tak jak ona mam o dziewiątej wykłady. Wróciłam do spania i nie wiedząc jakim cudem przespałam budzik i wstałam na dwunastą trzydzieści. W rekordowym tempie ogarnęłam się i dotarłam na uczelnię, gdzie dowiedziałam się, że moje dzisiejsze wykłady są odwołane z powodu nagłej choroby wykładowcy. Pięknie... Już wracałam z powrotem do domu, gdy natknęłam się na Jamesa gadającego z jakimiś laskami, które dosłownie rozbierały go wzrokiem. Chcąc przegonić to stadko i przy okazji upokorzyć tego osobnika postanowiłam zaatakować.
- Cześć Miśku!- przywitałam się z nim z daleka, a wszystkie laski spojrzały na mnie oniemiałe.
-Chloe!- wymówił moje imię z nadzieją oraz ze zdziwieniem w głosie.
-Chyba pamiętasz, że dziś wieczorem się spotykamy?
-Słu...? A no, faktycznie, masz rację. Wybaczcie dziewczęta, ale dziś porywa mnie ma ukochana- objął mnie ramieniem i szybko pocałował w policzek, po czym odeszliśmy parę metrów, bym mogła go spoliczkować.
-Za co?!- zapytał zbity z tropu masując swój obity policzek.- Przecież to ty zaczęłaś!
-Zaczęłam, bo mnie denerwowały!- fuknęłam krzyżując ręce na piersi.
-Oo czyżbyś była zazdrosna o mnie?- w jego oczach błysnęła nadzieja i podekscytowanie.
-W twoich snach!- syknęłam.- Zwykła banda plastików...
-Czyli jesteś zazdrosna o plastiki? Wiesz, jakbyś poprosiła to bym ci dał pieniądze na operacje plastyczne, chociaż dla mnie i tak już jesteś piękna, bez makijażu, a tym bardziej bez operacji- objął mnie czule ramieniem i zaczęliśmy się kołysać.
-Czy ty właśnie...?- nie dokończyłam zszokowana.
-Tak, właśnie cię skomplementowałem. To co, oferta z wieczorem nadal aktualna?
Po niecałych dwóch tygodniach na dobre zadomowiłyśmy się w domu wujostwa Katie. Dostałam przytulny pokój gościnny, w którym mogłam spokojnie uczyć się oraz słuchać głośnej muzyki. Wspólnie z Katie gotowałyśmy posiłki oraz przygotowywałyśmy sobie lunch na wykłady, a wieczorami, gdy obie miałyśmy siły wspólnie oglądałyśmy filmy, bajki lub seriale. Czasami dawałyśmy prywatne korepetycje, Katie tłumaczyła matematykę i niemiecki, a ja angielski. Rzadko miałyśmy czas, by chodzić na domówki, a przynajmniej ja. Wolałam skupić się na nauce niżeli złamanym sercu oraz mojej rodzince. Ostatecznie Patrick oraz dziadkowie zgodzili się na poddanie mamy fachowemu leczeniu oraz na przewiezienie jej do specjalnego ośrodka, więc miałam czyste sumienie.
Co jakiś czas rozmawiałam z Danielem przez telefon, a Jamesa unikałam jak ognia, chociaż to nie było takie trudne. Pewnie nie chciał mi przeszkadzać w przeżywaniu żałoby. Katie dowiedziała się o niej wkrótce po moim powrocie. Uznałam, że skoro chce mnie przyjąć pod dach swojego wujostwa oraz mi ufa to zasługuje na szczerość z mojej strony.
Dzisiejszy dzień z pozoru nie różnił się od innych dni, a jego plan rysował się następująco:
1.Wstać o 11:00.
2. Zjeść śniadanie/obiad.
3. Zrobić sobie kanapki na uczelnię.
4. 13:00-18:00 wykłady.
5. Korepetycje.
6. Kolacja.
7. Spać.
Jak widać nie miałam czasu na niespodziewane obroty wydarzeń, a jednak... Wpierw Katie zbudziła mnie o siódmej rano, gdyż pomyliła dni i myślała, że tak jak ona mam o dziewiątej wykłady. Wróciłam do spania i nie wiedząc jakim cudem przespałam budzik i wstałam na dwunastą trzydzieści. W rekordowym tempie ogarnęłam się i dotarłam na uczelnię, gdzie dowiedziałam się, że moje dzisiejsze wykłady są odwołane z powodu nagłej choroby wykładowcy. Pięknie... Już wracałam z powrotem do domu, gdy natknęłam się na Jamesa gadającego z jakimiś laskami, które dosłownie rozbierały go wzrokiem. Chcąc przegonić to stadko i przy okazji upokorzyć tego osobnika postanowiłam zaatakować.
- Cześć Miśku!- przywitałam się z nim z daleka, a wszystkie laski spojrzały na mnie oniemiałe.
-Chloe!- wymówił moje imię z nadzieją oraz ze zdziwieniem w głosie.
-Chyba pamiętasz, że dziś wieczorem się spotykamy?
-Słu...? A no, faktycznie, masz rację. Wybaczcie dziewczęta, ale dziś porywa mnie ma ukochana- objął mnie ramieniem i szybko pocałował w policzek, po czym odeszliśmy parę metrów, bym mogła go spoliczkować.
-Za co?!- zapytał zbity z tropu masując swój obity policzek.- Przecież to ty zaczęłaś!
-Zaczęłam, bo mnie denerwowały!- fuknęłam krzyżując ręce na piersi.
-Oo czyżbyś była zazdrosna o mnie?- w jego oczach błysnęła nadzieja i podekscytowanie.
-W twoich snach!- syknęłam.- Zwykła banda plastików...
-Czyli jesteś zazdrosna o plastiki? Wiesz, jakbyś poprosiła to bym ci dał pieniądze na operacje plastyczne, chociaż dla mnie i tak już jesteś piękna, bez makijażu, a tym bardziej bez operacji- objął mnie czule ramieniem i zaczęliśmy się kołysać.
-Czy ty właśnie...?- nie dokończyłam zszokowana.
-Tak, właśnie cię skomplementowałem. To co, oferta z wieczorem nadal aktualna?
Katie
Po tym jak omyłkowo obudziłam Chloe, powróciłam do szykowania się na wykłady. Nie miałam w planie dzisiaj zbyt wielu godzin, więc na spokojnie mogłam zaplanować sobie resztę dnia i jeszcze wypocząć. Wybrałam się na zajęcia, które ostatecznie miały trwać zaledwie cztery godziny, a następnie poszłam na autobus, który miał mnie zawieźć niemalże pod samą uczelnię. Dotarcie na miejsce nie zajęło mi zbyt wiele czasu i miałam jeszcze pół godziny do zajęć, gdy usłyszałam wibracje. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, a mym oczom ukazał się numer chłopaka, z którym od dłuższego czasu prowadziłam zaciętą konwersację.
-Halo? - Odezwał się głos po drugiej stronie słuchawki.
- No halo, halo. Co tak wcześnie dzwonisz? Stało się coś?
- Musiało się coś stać, żebym mógł zadzwonić do mojej ulubionej studentki?
- Ty mi powiedz. - Oboje wybuchnęliśmy śmiechem. - To co tam u Ciebie?
- Właśnie wychodzę z domu, a Ty gdzie jesteś teraz? - Zaciekawił się.
- Idę na wykłady, ale mam jeszcze sporo czasu i nie mam pojęcia jak go spożytkuję.- Pożaliłam się.
- Co ty na to żeby się spotkać? - Zaproponował.
- Ale że teraz? - Zdziwiłam się zaskoczona jego słowami.
- No a kiedy Ty chciała? Kiedyś w końcu będziemy musieli się znowu spotkać. - Podświadomie czułam, że się uśmiecha, ale nie byłam gotowa na to żeby go spotkać .
- Yyy, dzisiaj nie mogę... - musiałam szybko wymyśleć jakąś wymówkę - dostałam okresu. - Tylko to zdołałam wymyśleć w tak krótkim czasie.
- Jakoś przeżyje twoje morze czerwone. Może trochę popływam. - Zażartował, ale dla mnie wcale nie było do śmiechu.
- Wierz mi, nie chcesz być wtedy w moim pobliżu. - Ostrzegłam go na przyszłość.
- Aj, no weź, nie bądź taka. Aż taki brzydki nie jestem, żebyś musiała się mnie bać, chyba .
- Ty może nie, ale ja tak.
- Nie gadaj głupot, przecież Cię widziałem i byłaś wtedy śliczna. Nie wydaje mi się żeby od tego czasu wiele się zmieniło.
- Wtedy byłeś pijany i ślepy. Teraz z pewnością zmienisz zdanie.
- A ja myślę, że masz za niską samoocenę i że musimy nad nią popracować.
- Na stówę nie dzisiaj.
- No dobra, ale obiecaj mi, że się niedługo spotkamy. Obiecujesz?
- Obiecuję. - Zgodziłam się, a następnie rozłączyłam, bo musiałam lecieć na zajęcia. -Zgadamy się później. Narazie.
Kiedy skończyłam rozmowę było za dziesięć dziewiąta i musiałam już iść na wykłady, gdy nagle wpadł na mnie biegnący chłopak. Niestety nie skończyło się to dla mnie dobrze, bo bardzo boleśnie wylądowałam na tyłku, a moja kość ogonowa dawała się we znaki. Dla chłopaka upadek okazał się o wiele łagodniejszy, gdyż wylądował nade mną. Tylko pozazdrościć. Jego twarz była niebezpiecznie blisko mojej, na policzku mogłam odczuć jego oddech, a patrzenie w jego oczy było jak narkotyk.
- Sorka, zagapiłem się. Jestem trochę spóźniony. - Odezwał się chłopak, który doprowadził do kolizji, po tym jak pomógł mi wstać.
- Patrz czasem jak biegasz. - Zwróciłam uwagę dla nieznajomego, który raczył dopiero spojrzeć mi w oczy, po tym jak we mnie uderzył.
- Będę pamiętał na przyszłość, piękna. -Puścił mi oko i znowu zaczął biec. Miałam nadzieję, że już na nikogo innego nie trafi i nie zrobi komuś krzywdy.
Po tym jak otrząsnęłam się po upadku, przyszło mi do głowy by spojrzeć na to, jak wyglądam.Na moje nieszczęście miałam brudny płaszcz, jednakże plusem był fakt, że zawsze mogłam go zdjąć i nikt nie wiedziałby, co mi się przydarzyło dzisiejszego ranka. Zdjęłam więc wierzchnie odzienie i popędziłam na uczelnie, mimo że byłam już spóźniona o dobre parę minut...
- Sorka, zagapiłem się. Jestem trochę spóźniony. - Odezwał się chłopak, który doprowadził do kolizji, po tym jak pomógł mi wstać.
- Patrz czasem jak biegasz. - Zwróciłam uwagę dla nieznajomego, który raczył dopiero spojrzeć mi w oczy, po tym jak we mnie uderzył.
- Będę pamiętał na przyszłość, piękna. -Puścił mi oko i znowu zaczął biec. Miałam nadzieję, że już na nikogo innego nie trafi i nie zrobi komuś krzywdy.
Po tym jak otrząsnęłam się po upadku, przyszło mi do głowy by spojrzeć na to, jak wyglądam.Na moje nieszczęście miałam brudny płaszcz, jednakże plusem był fakt, że zawsze mogłam go zdjąć i nikt nie wiedziałby, co mi się przydarzyło dzisiejszego ranka. Zdjęłam więc wierzchnie odzienie i popędziłam na uczelnie, mimo że byłam już spóźniona o dobre parę minut...
Komentarze
Prześlij komentarz