Rozdział 10

Chloe
Do akademika wróciłam w odrobinę lepszym nastroju. Daniel skutecznie mnie odciągnął od przykrego zdania sobie sprawy z tego, iż zostałam czyjąś zabawką. Zdążyło się już porządnie ściemnić, a temperatura spadła do około dziesięciu stopni. Objęłam się rękami i przyspieszyłam kroku. Pogoda na zewnątrz była równie depresyjna, co ja w tym momencie.
Gdy już przekroczyłam próg naszego mieszkanka ujrzałam na środku pokoju Katie, która raczyła wolnym tańcem do ,,Perfect" Ed'a Sheeran'a swoją poduszkę. Miała przy tym spokojny wyraz twarzy oraz zamknięte oczy. Uśmiechnęłam się mimowolnie pod nosem. Z jednej strony był to uroczy widok, a z drugiej smutny. Pokazywał on jak bardzo jest samotna i pragnie kogoś dla siebie. Dobrze znałam to uczucie, więc wiedziałam, co czuje ma współlokatorka.
Nie zauważyła mnie, więc po cichu zamknęłam drzwi, położyłam swoją torbę na ziemi, zdjęłam buty oraz kurtkę, po czym brutalnie wyrwałam jej poduszkę z objęć i sama się w nie wcisnęłam. Miała bardzo zaskoczoną minę, ale po chwili jej twarz się rozpromieniła w radosnym uśmiechu i obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Tańczyłyśmy tak do końca piosenki, a w międzyczasie opowiadałyśmy sobie o naszych wrażeniach po wykładach. Nie chciałam jej mówić o James'ie. Było to dla mnie zbyt bolesne, by o tym opowiadać właśnie teraz. Za to pochwaliłam się nowo poznanym Danielem, który sprawił na mnie bardzo miłe wrażenie. Katie od razu zapragnęła go poznać, a ja jej obiecałam, że kiedyś ich sobie przedstawię.
Wstawiłam wodę na herbatę, a ma przyjaciółka wykręciła numer najbliższej pizzerii. Po dwudziestu minutach  została nam dostarczona ogromna pizza, którą chyba zwabiłyśmy większość akademika. Ciągle ktoś dobijał się do naszych drzwi i żebrał o kawałek takiego rarytasu. Bezdusznie odmawiałyśmy każdemu. Jednak jakie było moje zdziwienie, gdy nadeszła moja kolej otwierania drzwi i przeganiania ludzi, i akurat w tym momencie musiał pojawić się James. Serce zabiło mi szybciej, a żołądek na nowo zaczął swoje rewolucje.
-Coś tu u was smacznie pachnie, możemy wejść?- już chciał się przy mnie przepchnąć do środka, lecz zagrodziła wejście ręką.
-Po moim trupie- wysyczałam najbardziej jadowitym tonem na jaki było mnie stać.
-A co ty taka nie w sosie? Rano jeszcze byłaś w pełni radości. Wykłady?- wydawał się jakby lekko zaskoczony i zmartwiony.
-Nie, nie wykłady- mruknęłam.
-W takim razie co?- pochylił się, aby być mniej więcej na wysokości mojego wzrostu; z niechęcią odwróciłam głowę w bok.
-Po prostu idź sobie. Nic dla ciebie nie mam.
-Jak to? Nawet całusa?- delikatnie cmoknął mnie w policzek, a moje ciało przeszył dreszcz.
-Co tak długo?- w drzwiach pojawiła się Katie, a James spojrzał na nią, po czym wyprostował się.
-Macie jakieś żarełko?- zadał jej pytanie wielkolud.
-Nic, co by cię zadowoliło. Zmiataj stąd- przegnała go, a on tylko potarmosił mnie za włosy i odszedł ze swoimi znajomymi.- Wszystko w porządku?- spojrzała na mnie, a ja wysiliłam się w miarę pogodny uśmiech.
-Tak, chodźmy dalej jeść, bo nam jedzonko ostygnie...

Katie
 Cały tydzień minął na zapoznawaniu się z PSO, czyli przedmiotowym systemem oceniania, oraz na lekcjach wprowadzających do przedmiotów. Nim zaczęłam naukę języków poznałam ich historię i inne podstawowe rzeczy, bez których się nie obeszła dalsza ich edukacja. Parę razy w tygodniu dzwonił do mnie nowo poznany Killian, z którym rozmowy były iście umilające dzień tak samo jak czas spędzony ze współlokatorką, która okazała się moją najlepszą przyjaciółką. Miałyśmy tak wiele ze sobą wspólnego, a tak niewiele nas dzieliło. Odnalazłyśmy wspólny język szybciej niż oczekiwałam nim przybyłam do Dublina. W ogóle ludzie okazali się bardzo sympatyczni i poczułam, że właśnie tu jest moje miejsce.
Kiedy w końcu nadszedł piątek byłam wielce uradowana, ponieważ nareszcie miałam okazję spotkać się z ciocią Becky oraz wujkiem Garym. Z góry uprzedziłam Chloe, ze nie będę mogła posiedzieć z nią tego wieczoru iż czeka mnie kolacja, a ona przyjęła to dobrze. Cieszyła się razem ze mną, że poświęcę ten czas na takie spotkanie rodzinne, a ja obiecałam, że następnym razem zabiorę ją ze sobą i zamierzałam dotrzymać tej obietnicy.
Wujek przyjechał pod akademik punkt siódma, tak jak ciocia obiecała a ja zbiegłam na dół jak  szalona, mało brakowało żebym się przewróciła, co było do przewidzenia. Mój ojciec chrzestny przywitał mnie z otwartymi ramionami, jak na niego przystało, a kiedy wsiadłam do samochodu, do mych uszu doszła muzyka z późnych lat dziewięćdziesiątych, gdy to on poznał Rebeckę, czyli swoją żonę a tym samym moją ciocię.  Doprawdy zawsze mnie ciekawiło jak mógł on się przyjaźnić z moim ojcem, byli od siebie tak bardzo różni, można by powiedzieć, że to dwa całkowicie przeciwstawne charaktery, ale jednak Nie mam pojęcia jak to się stało, ale przyjaźnili się przed moim urodzeniem  i jeszcze po, tak samo mama i ciocia. Ciocia jest ciepłą osobą o szerokim wachlarzu emocjonalnym, a moja matka praktycznie zawsze wyrażała to samo. Nawet gdy spełniałam jej oczekiwania to i tak nie była szczęśliwa, jedynie prowizorycznie zadowolona, ale nie pamiętam kiedy ona się ostatnio uśmiechała czy śmiała. Moi rodzice to jedna wielka zagadka, a ciocia  i wujek to rodzice, których każdy pragnąłby mieć, nie to co po niektórzy...

Komentarze