Rozdział 4

Katie
Kiedy włączyłam internet w telefonie, dostrzegłam mnóstwo zaproszeń do znajomych na fajsie i wiadomości na messengerze i naprawdę nie wiedziałam co mam myśleć. Co ja do jasnej cholery wczoraj wyprawiałam?  Wspomnienia z poprzedniego wieczoru były mętne i niewiele z nich mogłam się dowiedzieć. Widocznie alkohol nie za dobrze oddziaływał na moją pamięć i w sumie nie tylko moją. Chloe także nieźle zabalowała i efekty są widoczne do tej pory. Żadna z nas nie potrafiła się do końca o własnych siłach zwlec z łóżka i doczołgać do mini kuchni, by jakkolwiek złagodzić objawy kaca. Nogi nam odpadały od reszty ciała, a moja głowa była niczym bomba zegarowa, która miała zaraz wybuchnąć, jakby ktoś nastawił minutnik do ostatecznej rozróby. W takiej sytuacji byłam bardzo szczęśliwa, że zostało nam trochę jedzenia z wczorajszego obiadu i sześcio-litrowy zapas wody, który był zapewne przeznaczony do innych celów, niż wypicie go w ciągu jednej doby. Jednakże podjęłyśmy się tego zadania i zaczęłyśmy pić napój hektolitrami, byle zmniejszyć odczuwalność kaca.
Kiedy złagodziłyśmy skutki poprzedniej nocy, powoli zaczęłyśmy docierać do tego, kto powysyłał te wszystkie wiadomości i z jakiego powodu dotarły one właśnie do nas. Nie byłam na ogół zbyt popularna, chyba w ogóle nie byłam znana poza moim pokojem i chłopakami, w niewielkich ilościach, z boiska. Byłam niemalże pewna na sto procent, że i tak żaden z nich nie znał mego imienia, a co już mówić o nazwisku. Chyba, że wypaplałam wszystko po pijaku. W takim  przypadku to było bardzo prawdopodobne.  Musiałam być naprawdę pijana i omotana...
Późnym popołudniem po długiej odprężającej kąpieli w końcu mogłam stwierdzić,  że czuję się jak człowiek, a nie jak zombie, albo szkarada. Prawie jak Fiona, tylko że ja za dnia szkarada, a w nocy zaś piękności, o ile tego dnia odbywa się dyskoteka. Moja współlokatorka z pewnością czuła się tak jak ja, gdyż we dwie ledwo stałyśmy na nogach. Tak naprawdę to marzyłam, aby wkopać się pod cieplutką kołderkę i nic nie robić, poza spaniem oczywiście, ale greccy bogowie mieli dla mnie inny plan...
Kiedy jakimś cudem udało nam się doprowadzić siebie do porządku, postanowiłyśmy zaprowadzić Chloe na spotkanie z tajemniczym James'em, z którym moja współlokatorka najwidoczniej się zaprzyjaźniła. Nie miałam nic przeciwko tej znajomości, a inaczej mówiąc trzymałam za nich kciuki. Chloe należało się kilka chwil wytchnienia od tego całego bycia dorosłą i podejmowania tych trudnych, odpowiedzialny decyzji, do których była zmuszona w swoim domu. Nie zaznała za wiele przyjemności od życia, więc może jakiś chłopak to zmieni. Bardzo chciałam, aby z tej ich znajomości wyszło coś więcej, niż relacja czysto przyjacielska. Odrobina miłości na pewno nikomu nie zaszkodzi, a co więcej, uszczęśliwi.
W chwili, gdy pozbyłam się tak naprawdę współlokatorki, zaczął dzwonić telefon, a na ekranie numer prywatny, co jeszcze bardziej mnie zaskoczyło. Odebrałam.
- Haaloo? - Zapytałam się z nutką strachu w głosie. Rodzice zawsze mi doradzali, abym nie odbierała takich telefonów, bo nie wiadomo kto jest po drugiej stronie słuchawki...

Chloe
Z James'em spotkaliśmy się przy hali, na której wczoraj grali w kosza oraz, gdzie zgubiłam swój telefon. Nie wiem jakim cudem udało mi się dojść na umówione miejsce spotkania, ale byłam z siebie ogromnie dumna. James jak zwykle ogromny i przystojny, czekał na mnie opierając się o ścianę i przeglądał instagrama jakiejś niebrzydkiej laski. Gdy mnie dostrzegł uśmiechnął się łagodnie i zaproponował spacer. Głównie opowiadał o swoich wczorajszych przygodach z kumplami oraz o jakichś laskach, które chciały zrobić z nim całą sesję zdjęciową, bo myślały, że jest modelem. Z kolei moją rolą było potakiwanie i śmianie się z jakichś jego zabawnych sytuacji. Trochę było mi głupio, że to on cały czas opowiadał o sobie i w ogóle się mną nie interesował, ale uznałam, że tacy po prostu są chłopcy. Posłusznie szłam obok niego i modliłam się, by nogi mi nie odpadły, lecz już po kilkunastu metrach zaproponowałam, byśmy gdzieś usiedli. Całkiem ochoczo na to przystał, więc spoczęliśmy na najbliższej ławce. Nadal ciągnął swój wywód, a mi zaczęło się nudzić, chociaż pocieszał mnie fakt, że nie stracę nóg. Chyba miałam dosyć niewyraźną minę, bo zaczął się mną interesować.
-Wszystko w porządku?
-Co?- spojrzałam na niego wyrwana z zamysłu.
-Wyglądasz jakoś markotnie. Może ci przeszkadzam?
-Nie, nie, skąd. Opowiadaj dalej. To naprawdę interesujące- zachęcałam go, lecz James chyba wyczuł tę niewielką nutę goryczy w moim głosie.
-Nie musisz być od razu niemiła- fuknął urażony.
-Niemiła? Ja niemiła?!- aż wstałam z ławki.- Przypominam, że to ty ciągle nawijasz O SOBIE już od dwudziestu minut, a mnie się nawet nie spytałeś o samopoczucie. I twierdzisz, że to ty czujesz się poszkodowany?! A żeby ci kruki Odyna język urwały!- odeszłam pełna urazy i gniewu. Co za dupek! Gada tylko o swojej dupie i nawet nie zainteresuje się drugą osobą... Po co on się ze mną umawiał? Poopowiadać o sobie? Podzielić się z kimś swoim wieczorem? Też mi coś...
Szłam dosyć szybkim tempem i nagle straciłam czucie w nogach. Myślałam, że zaryję zębami w chodnik, lecz czyjeś silne dłonie chwyciły mnie w talii i uratowały przed upadkiem.
-Chyba faktycznie powinienem był spytać się ciebie czy się dobrze czujesz...- westchnął James ustawiając mnie do pionu, lecz gdy doszedł do wniosku, że moje nogi są jak z waty, posadził mnie na najbliższej ławce.
-Nie potrzebna mi twoja łaska- skrzyżowała ręce na piersi.- Sama sobie poradzę.
-A gdzie dziękuję?- zapytał urażony.
-A gdzie ,,przepraszam, byłem dupkiem"?- odparowałam wojowniczo.
-A czy jak przeproszę to mi podziękujesz?
-Może.
-Typowa kobieta- prychnął śmiejąc się.- Niech będzie. Przepraszam, że byłem dupkiem. Zadowolona?
-Nie. To nie było szczere- zawyrokowałam nadal urażona
-A skąd wiesz czy to było szczere czy nie?- spojrzał na mnie badawczo.
-Umiem rozpoznać czy ktoś mnie lekceważy czy nie- fuknęłam w odpowiedzi.
-A czy jak zrobię to, to uznasz, że cię lekceważę?- zapytał z łobuzerskim uśmiechem.
-Ale co...?- ledwie dokończyłam, a on w jednej chwili się pochylił i musnął moje usta swoimi...

Komentarze