Rozdział 1

Katie 
Taksówka zawiozła mnie do stolicy, gdzie znajdował się mój uniwersytet, a także akademik, w którym miałam mieszkać przez najbliższe cztery lata. Kierowca zawiózł mnie pod moje nowe lokum, które ostatecznie znajdowało się na ostatnim piętrze budynku. Na szczęście nie posiadałam zbyt wielu walizek, więc nie musiałam ich wciągać na samą górę po schodach. Prawdę mówiąc nie było lekko wdrapywać się na szczyt z obciążeniem, ale dzięki praktykom we wcześniejszej szkole nie ociekałam potem. 
W całym budynku śmierdziało dymem papierosowym  i innymi używkami. Na ogół dało się wytrzymać, ale przydałoby się tu małe wietrzenie. Mój pokój znajdował się na końcu korytarza, gdzie najmniej wdawał się ten odór we znaki. Mogłam być wdzięczna losowi za takie położenie. Drzwi do pomieszczenia były otwarte, więc nie miałam problemu z wejściem do swej nowej sypialni, która prezentowała się całkiem schludnie. Ściany były w odcieniu szarości i bieli, co nie wskazywało za bardzo na płeć zamieszkującą dany zakątek, choć i tak akademik był podzielony na część męską i damską na szczęście. Na prawdę nie potrafiłam sobie wyobrazić mieszkania z chłopakiem w jednym pokoju, albo obok jakiegoś. Wszyscy chłopcy jakich znałam byli albo niechlujami albo imprezowali od rana do nocy i nie znajdowali czasu na naukę.  Miałam nadzieję, że jakoś przejdę przez ten kolejny czas nauki i w końcu będę na swoim z dala od kontroli innych. 
W pomieszczeniu znajdowały się dwa łóżka , czyli mogłam sądzić, że będę posiadała współlokatorkę. Jedno posiadało ładną poszewkę, a drugie wyglądało na takie, jakby nie należało do nikogo, czyli zakładałam, że będzie przynależeć w najbliższym czasie do mnie. Podeszłam do niego i ustawiłam przy nim walizki, by kontynuować wywiad przyrodniczy. 
Im dłużej studiowałam pokój, tym odnajdowałam co rusz to nowe rzeczy,  meble, a nawet sekretne pomieszczenia. Jednym z tych uchowanych zakątków była prywatna łazienka i mini kuchnia, która znajdowała się po przeciwnej stronie łóżek. Miałyśmy też okno, co chyba nikogo nie dziwi z racji na to, że każdy pokój posiadał takie udogodnienie.
- Hej... - Usłyszałam nagle nieznajomy głos należący do dziewczyny. Odwróciłam się i również się przywitałam.
-  Hej, chyba będziemy współlokatorkami.. - Powiedziałam dosyć nieśmiało z racji na to, że nigdy w życiu nie musiałam zaczynać rozmowy.
- Na to wygląda... Mam na imię Chloe. Miło mi cię poznać. - Dziewczyna o rudawych włosach i lekkich piegach przedstawiła się z lekkim uśmiechem na ustach.
- Ja jestem Katie. I nawzajem. - Odwzajemniłam uśmiech i starałam się nie zachowywać, jak dotychczas. - Jesteś stąd? - Próbowałam zacząć rozmowę, ale nie szło mi to chyba najlepiej.
- Nie, z okolic. Galway. - Sprecyzowała swoje pochodzenie.  - A ty? Jesteś z Dublina a może z poza miasta? - W końcu poznałam jakąś miejscową.
- Jestem z Bostonu. - Przyznałam się.
- Oo, to nieźle. Masz całkiem spory kawałek od domu, nie tęsknisz? - Zaciekawiła się.
- Jak na razie nie i raczej nie będę. Marzyłam o przeprowadzce i oto jestem. - Odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Hahaha właśnie widzę. - Powoli nawiązywałyśmy nić przyjaźni jak to mówią.  Rozpakowałaś się już?
- Prawdę mówiąc to dopiero co przyjechałam i jeszcze nie miałam czasu praktycznie na nic. - Stwierdziłam po krótszym namyśle.
- Pomóc ci? - Zaoferowała się.
- Nie chciałabym robić kłopotu... - Mówiłam lekko zakłopotana, bo nie miałam nawyku, by ktokolwiek mi pomagał z wyjątkiem encyklopedii, internetu i pani z biblioteki.
- To żaden kłopot. W kupie siła, im szybciej się rozpakujesz, tym szybciej będziesz mogła odpocząć, a ja i tak nie mam nic do roboty, więc chętnie się wtrącę i czymś zajmę. 
- Jeśli tak to ujmujesz, to zapraszam. - Uśmiechnęłam się szczerze i położyłam walizki na łózko, byśmy zaczęły proces rozpakowywania moich rzeczy...

Chloe
W akademiku mieszkałam już od kilku miesięcy, lecz dopiero teraz przydzielono do mnie współlokatora, a właściwie współlokatorkę. Wcześniej jakoś nie przejmowałam się tym, lecz gdy poinformowano mnie o tym rano, nabrałam pewnych obaw. Tutaj ciągle się słyszy, że ktoś komuś dokucza, bo na przykład nie dogaduje się ze swoim współlokatorem lub sąsiadami. Na szczęście byłam ulokowana w tych spokojniejszych rejonach, więc nie było tak źle. Gdy po raz pierwszy zobaczyłam Katie, zrozumiałam, że moje obawy były bezpodstawne. Miała tak sympatyczny wygląd, że wręcz nie dało się jej nie lubić. Średniej długości włosy koloru ciemnej czekolady oraz niebiesko szare oczy sprawiały miłe wrażenie oraz zachęcały do rozmowy z nią. Razem z Katie szybko znalazłyśmy wspólny język, pomimo mojego irlandzkiego akcentu oraz jej bostońskiego.
Gdy pomagałam się jej rozpakować, w międzyczasie powiedziałam jej kilka rzeczy o sobie, a później ona co nie co przybliżyła mi swoje nawyki.
-Nie lubię wstawać rano, więc w weekendy proszę mnie nie budzić.- Zwróciła się do mnie z uprzejmą prośbą.
-Nikt nie ma zamiaru cię budzić.- Zaśmiałam się- Sama będę spać jak suseł, więc masz to jak w banku.
-Ooo, milutko.- Uśmiechnęła się tak cudownie, że niejednego chłopaka by uwiodła tym uśmiechem
-Ja wieczorami piję wodę, więc jakbyś słyszała jakieś szelesty w nocy, to ja.- Uprzedziłam; zawsze w nocy przebudzałam się i piłam wodę z butelki, która stała obok mojego łóżka
-W porządku. Zapamiętam.- Na chwilę zapadła między nami cisza, którą Katie po chwili przerwała- A masz tu, w Dublinie, jakąś rodzinę?
-Nie.- Odparłam, kręcąc przecząco głową- Moja jedyna rodzina została w Galway. I lepiej, by tak zostało. A ty?- Szybko odbiłam pytanie, by nie pytała się mnie więcej o moją patologiczną rodzinkę. Jeszcze mi brakowało złej sławy tutaj...
-Moja matka chrzestna mieszka gdzieś tutaj.- Wyznała- Mam nadzieję, że będę mogła was ze sobą kiedyś zapoznać.
-A więc nie znasz jeszcze miasta?- Wtrąciłam
-Nie. W końcu niedawno tu przyjechałam.- Zaśmiała się z zakłopotaniem
-No to na co jeszcze czekamy?- Zadałam jej pytanie retoryczne- Chodź. Pokażę ci Dublin.
I tak rozpoczęłam swą karierę jako przewodnik po stolicy Irlandii. Pokazałam jej te miejsca, które najlepiej zapadły mi w pamięć i wywarły na mnie największe wrażenie, w tym ogromne centrum handlowe, w którym spędziłyśmy większą część dnia. Ogółem były to czysto babskie zakupy, na których poznawałyśmy się bliżej. Prz okazji wyskoczyłyśmy na małe jedzonko, przy czym oceniałyśmy siedzących nieopodal chłopaków.
Do akademika wróciłyśmy gdzieś koło siódmej po południu, w sam raz na kolację, która jak zwykle jakością oraz smakiem nie grzeszyła, więc obie podziękowałyśmy i wróciłyśmy do swojego pokoju, gdzie znowu rozmawiałyśmy na różne tematy aż do późnej pory lub oglądałyśmy ,,Piratów z Karaibów".


Komentarze