Rozdział 2
Katie
Tak jak wcześniej uprzedzałyśmy, gdy nadszedł kolejny dzień, czyli sobota, obie spałyśmy w najlepsze. Po poprzednim chodzeniu po galerii handlowej i zwiedzaniu stolicy, obie byłyśmy padnięte na tyle, że wstałyśmy około dwunastej, gdy powoli dochodziła pora obiadu. Żadna z nas nie zdawała sobie z tego, która jest godzina dopóki wielki zegar nie wybił południa. Zerwałyśmy się z łóżek jak w wojsku, gdy na sale przychodzi kapitan drużyny. Na początku nie wiedziałyśmy o co chodzi, ale po późniejszym oczyszczeniu myśli, zorientowałyśmy się o co chodzi. W kolejnych minutach nie dałyśmy rady zasnąć ponownie, więc postanowiłyśmy w końcu się odrobinę ogarnąć i przede wszystkim ubrać bardziej wyjściowe ciuchy.
- Jak się spało? - Zapytałam pierwsza.
- Całkiem dobrze, miałam cuudooowny sen. - Rozmarzyła się ma współlokatorka.
- Ooo, co tam ci się śniło,że aż tak dobrze było?
- Miałam chłopaka w mundurzeeee. Awwww. - Zarumieniła się. - Ale mniejsza z tym. - Opamiętała się.
- Widzę, że sprawdza się przysłowie: "Za mundurem panny sznurem". - Uśmiechnęłam się szeroko popijając chwilami kawę.
- A jakże. - Chloe dosiadła się do mnie i teraz obie sączyłyśmy napój.
Nie posiadałyśmy żadnych planów, więc zostało nam pałętanie się po terenie uniwersytetu bądź przesiadywanie w pokoju i kontynuowanie wczorajszego maratonu.
- Tak w ogóle to na jakim jesteś kierunku? - Zapytałam się zaciekawiona.
- Skandynawistyka. - Odrzekła.
- Interesujesz się mitologią nordycką i krajami skandynawskimi? - Dociekałam się.
- Można powiedzieć, że się interesuję, ale to chyba trochę za mało powiedziane. - Zaśmiała się.
- Aż tak bardzo? - Zafascynowała mnie.
- Aż tak. A ty co studiujesz?
- Hellenistyka i malarstwo. - Rzekłam z dumą.
- Woow. Dwa kierunki w jednym czasie to nie za dużo? Nie będzie ci ciężko? - Zmartwiła się.
- Jestem do tego przyzwyczajona. Im więcej kierunków skończę, tym większe jest prawdopodobieństwo, że szybciej znajdę w przyszłości pracę.
- Co prawda, to prawda, ale jak ty się rozdwoisz jak będziesz miała oba zajęcia w tym samym czasie.
- Jakoś będę musiała dać radę, a jak nie, to zrezygnuję z jednego. Wolę spróbować niżeli potem żałować, że czegoś nie zrobiłam.
- Mądra zasada. - Potwierdziła. - Mam nadzieję, że się nie przemęczysz, ale w razie czego mogę robić za panią doktor i się tobą zaopiekować jako tako.
- Dzięki za propozycję. - Przytuliłam nowo poznaną, a następnie wypiłam ostatni łyk kawy.
Po spożyciu względnego śniadania, obie wzięłyśmy się za ogarnianie z większa pokoju, by nie było nieporządku i zaczęłyśmy rozmyślać nad naszym przyszłym zajęciem.
- Co ty na to, żeby przejść się na halę i popatrzeć czy ktoś gra? - Padła propozycja z ust Chloe.
- Jak dla mnie może być. - Zgodziłam się, więc obie zaczęłyśmy się szykować do wyjścia. W prawdzie musiałyśmy poczesać jedynie włosy, ale jeszcze sprawdziło się wygląd w lustrze przed opuszczeniem pokoju.
Chloe
Gdy mniej więcej poprawiłyśmy swój wygląd, zeszłyśmy na sam dół, by po chwili rozkoszować się widokiem grających w kosza chłopaków. Większość z nich miała około metra osiemdziesięciu kilku, więc dla nas, niskich dziewuszek, byli wręcz gigantami, ale za to przystojnymi gigantami. W mitologii nordyckiej olbrzymi byli paskudni, więc czasami się cieszę, że jednak żyję w tym świecie, a nie tym mitologicznym.
Nasze wtargnięcie nie pozostało niezauważone. Chłopcy zaczęli ostrzej grać i popisywać się swoimi umiejętnościami przed nami, więc było sporo fauli i wyzwisk od idiotów i ciot. Kilku z nich próbowało w jakiś sposób zainteresować sobą Katie, lecz ona spławiała ich wywracając oczami. Jeden nawet podszedł do nas.
-Hej, kotki- przywitał się wysoki chłopak, który miał na sobie jedynie spodenki i buty sportowe, a jego wyrzeźbiony tors błyszczał się od kropelek potu.- Co tak same tu siedzicie?
-Oglądamy zawodowców w akcji- uśmiechnęła się Katie. Zapewne ten olśniewający uśmiech był bardziej skierowany do torsu chłopaka niżeli do niego samego.
-Przydadzą nam się takie czarujące cheelederki jak wy- puścił w naszym kierunku oczko, a my obie zachichotałyśmy.
-John, choć wreszcie grać, ty pusty matole!- krzyknął jakiś inny chłopak z tyłu.
-Przymknij się pało! Nie widzisz, że czaruję te piękne niewiasty?- fuknął John-podrywacz.- Co wy na to, byście przyszły koło północy do naszego skrzydła na małą imprezkę? Tylko weźcie ze sobą alko i jakieś przekąski- doradził nam i w tym samym momencie piłka uderzyła go w plecy, a ten wyłożył się na ziemi jak długi. Chłopcy z drużyny niemal sami nie pękli ze śmiechu, a co dopiero mówić o nas. Chociaż z drugiej strony trochę zrobiło mi się szkoda Johna. Był dla nas względnie miły.
Jeszcze przez pewien czas posiedziałyśmy i podziwiałyśmy jak chłopcy próbują się przed nami popisać, gdy uznałyśmy, że lepszą rozrywkę znajdziemy w naszym pokoju.
Wróciłyśmy na górę, gdzie na korytarzu trwała zażarta gra w piłkarzyki między dziewczynami z pokoju obok i chłopakami z drugiego końca korytarza. Sądząc po minach wygrywały dziewczyny, gdyż na twarzach chłopców malowała sie determinacja i zapał.
Kiedy w końcu obie klapnęłyśmy na swoje łóżka, zauważyłam, że nie mam przy sobie telefonu.
-Zaraz wracam- rzuciłam niedbale, niemalże wybiegając z pokoju. Katie popatrzyła na mnie tylko z zapytaniem, po czym rozłożyła się na łóżku i rozpoczęła studiowanie sufitu.
W ekspresowym tempie zbiegłam po schodach, przy okazji nie zabijając siebie i trzech osób, gdy w końcu udało mi się dobiec do hali, na której powoli kończył się mecz. Wskoczyłam na trybuny i poczęłam poszukiwania, lecz nigdzie nie mogłam znaleźć swej własności.
-Coś się stało?- wokół mnie zebrali się wszyscy chłopcy, którzy brali czynny lub mniej czynny udział w meczu koszykówki, w tym John.
-Gdzieś zawieruszył się mój telefon- wyżaliłam się, przeczesując trybuny.
-W takim razie ci pomożemy- zaoferował jeden chłopak.
-Jak wyglądał?- włączył sie John.
-Dotykowy z czarną obudową. Nie jest najnowszy, ale mam tam wszystko co mi jest potrzebne.
-A jesteś pewna, że go tutaj zgubiłaś?- zapytał mnie ten pierwszy chłopak, który mierzył co najmniej z dwa metry, miał krótkie włosy w kolorze orzechu oraz tego samego koloru oczy.
-Może ktoś go ukradł? Często zdarzają się tu kradzieże- dodał John, a któryś z chłopaków trzepnął go w plecy, by zamilkł.
-Nie słuchaj tego debila i lepiej zacznijmy go szukać. Jakby ktoś znalazł, to niech krzyczy.
I tak w przeciągu pięciu minut odnalazła się moja zguba, a znalazł ją nikt inny jak ten potwornie wysoki i przystojny chłopak, który możliwe, że był na drugim lub trzecim roku studiów.
Wręczył mi mój telefon i już odchodził, gdy go zapytałam.
-Jak masz na imię?
-James, do usług- uśmiechnął się ciepło i ukłonił przede mną.- A ty?
-Chloe- przedstawiłam się krótko.
-Będziesz u nas na imprezie?
-Postaram się być- posłałam mu jeden z moich rzadko używanym uśmiechów, a on jakby się zarumienił. Zbyt długo nie pogadaliśmy, gdyż zaraz zaczęli wołać go koledzy z drużyny i musieliśmy się rozejść...
Tak jak wcześniej uprzedzałyśmy, gdy nadszedł kolejny dzień, czyli sobota, obie spałyśmy w najlepsze. Po poprzednim chodzeniu po galerii handlowej i zwiedzaniu stolicy, obie byłyśmy padnięte na tyle, że wstałyśmy około dwunastej, gdy powoli dochodziła pora obiadu. Żadna z nas nie zdawała sobie z tego, która jest godzina dopóki wielki zegar nie wybił południa. Zerwałyśmy się z łóżek jak w wojsku, gdy na sale przychodzi kapitan drużyny. Na początku nie wiedziałyśmy o co chodzi, ale po późniejszym oczyszczeniu myśli, zorientowałyśmy się o co chodzi. W kolejnych minutach nie dałyśmy rady zasnąć ponownie, więc postanowiłyśmy w końcu się odrobinę ogarnąć i przede wszystkim ubrać bardziej wyjściowe ciuchy.
- Jak się spało? - Zapytałam pierwsza.
- Całkiem dobrze, miałam cuudooowny sen. - Rozmarzyła się ma współlokatorka.
- Ooo, co tam ci się śniło,że aż tak dobrze było?
- Miałam chłopaka w mundurzeeee. Awwww. - Zarumieniła się. - Ale mniejsza z tym. - Opamiętała się.
- Widzę, że sprawdza się przysłowie: "Za mundurem panny sznurem". - Uśmiechnęłam się szeroko popijając chwilami kawę.
- A jakże. - Chloe dosiadła się do mnie i teraz obie sączyłyśmy napój.
Nie posiadałyśmy żadnych planów, więc zostało nam pałętanie się po terenie uniwersytetu bądź przesiadywanie w pokoju i kontynuowanie wczorajszego maratonu.
- Tak w ogóle to na jakim jesteś kierunku? - Zapytałam się zaciekawiona.
- Skandynawistyka. - Odrzekła.
- Interesujesz się mitologią nordycką i krajami skandynawskimi? - Dociekałam się.
- Można powiedzieć, że się interesuję, ale to chyba trochę za mało powiedziane. - Zaśmiała się.
- Aż tak bardzo? - Zafascynowała mnie.
- Aż tak. A ty co studiujesz?
- Hellenistyka i malarstwo. - Rzekłam z dumą.
- Woow. Dwa kierunki w jednym czasie to nie za dużo? Nie będzie ci ciężko? - Zmartwiła się.
- Jestem do tego przyzwyczajona. Im więcej kierunków skończę, tym większe jest prawdopodobieństwo, że szybciej znajdę w przyszłości pracę.
- Co prawda, to prawda, ale jak ty się rozdwoisz jak będziesz miała oba zajęcia w tym samym czasie.
- Jakoś będę musiała dać radę, a jak nie, to zrezygnuję z jednego. Wolę spróbować niżeli potem żałować, że czegoś nie zrobiłam.
- Mądra zasada. - Potwierdziła. - Mam nadzieję, że się nie przemęczysz, ale w razie czego mogę robić za panią doktor i się tobą zaopiekować jako tako.
- Dzięki za propozycję. - Przytuliłam nowo poznaną, a następnie wypiłam ostatni łyk kawy.
Po spożyciu względnego śniadania, obie wzięłyśmy się za ogarnianie z większa pokoju, by nie było nieporządku i zaczęłyśmy rozmyślać nad naszym przyszłym zajęciem.
- Co ty na to, żeby przejść się na halę i popatrzeć czy ktoś gra? - Padła propozycja z ust Chloe.
- Jak dla mnie może być. - Zgodziłam się, więc obie zaczęłyśmy się szykować do wyjścia. W prawdzie musiałyśmy poczesać jedynie włosy, ale jeszcze sprawdziło się wygląd w lustrze przed opuszczeniem pokoju.
Chloe
Gdy mniej więcej poprawiłyśmy swój wygląd, zeszłyśmy na sam dół, by po chwili rozkoszować się widokiem grających w kosza chłopaków. Większość z nich miała około metra osiemdziesięciu kilku, więc dla nas, niskich dziewuszek, byli wręcz gigantami, ale za to przystojnymi gigantami. W mitologii nordyckiej olbrzymi byli paskudni, więc czasami się cieszę, że jednak żyję w tym świecie, a nie tym mitologicznym.
Nasze wtargnięcie nie pozostało niezauważone. Chłopcy zaczęli ostrzej grać i popisywać się swoimi umiejętnościami przed nami, więc było sporo fauli i wyzwisk od idiotów i ciot. Kilku z nich próbowało w jakiś sposób zainteresować sobą Katie, lecz ona spławiała ich wywracając oczami. Jeden nawet podszedł do nas.
-Hej, kotki- przywitał się wysoki chłopak, który miał na sobie jedynie spodenki i buty sportowe, a jego wyrzeźbiony tors błyszczał się od kropelek potu.- Co tak same tu siedzicie?
-Oglądamy zawodowców w akcji- uśmiechnęła się Katie. Zapewne ten olśniewający uśmiech był bardziej skierowany do torsu chłopaka niżeli do niego samego.
-Przydadzą nam się takie czarujące cheelederki jak wy- puścił w naszym kierunku oczko, a my obie zachichotałyśmy.
-John, choć wreszcie grać, ty pusty matole!- krzyknął jakiś inny chłopak z tyłu.
-Przymknij się pało! Nie widzisz, że czaruję te piękne niewiasty?- fuknął John-podrywacz.- Co wy na to, byście przyszły koło północy do naszego skrzydła na małą imprezkę? Tylko weźcie ze sobą alko i jakieś przekąski- doradził nam i w tym samym momencie piłka uderzyła go w plecy, a ten wyłożył się na ziemi jak długi. Chłopcy z drużyny niemal sami nie pękli ze śmiechu, a co dopiero mówić o nas. Chociaż z drugiej strony trochę zrobiło mi się szkoda Johna. Był dla nas względnie miły.
Jeszcze przez pewien czas posiedziałyśmy i podziwiałyśmy jak chłopcy próbują się przed nami popisać, gdy uznałyśmy, że lepszą rozrywkę znajdziemy w naszym pokoju.
Wróciłyśmy na górę, gdzie na korytarzu trwała zażarta gra w piłkarzyki między dziewczynami z pokoju obok i chłopakami z drugiego końca korytarza. Sądząc po minach wygrywały dziewczyny, gdyż na twarzach chłopców malowała sie determinacja i zapał.
Kiedy w końcu obie klapnęłyśmy na swoje łóżka, zauważyłam, że nie mam przy sobie telefonu.
-Zaraz wracam- rzuciłam niedbale, niemalże wybiegając z pokoju. Katie popatrzyła na mnie tylko z zapytaniem, po czym rozłożyła się na łóżku i rozpoczęła studiowanie sufitu.
W ekspresowym tempie zbiegłam po schodach, przy okazji nie zabijając siebie i trzech osób, gdy w końcu udało mi się dobiec do hali, na której powoli kończył się mecz. Wskoczyłam na trybuny i poczęłam poszukiwania, lecz nigdzie nie mogłam znaleźć swej własności.
-Coś się stało?- wokół mnie zebrali się wszyscy chłopcy, którzy brali czynny lub mniej czynny udział w meczu koszykówki, w tym John.
-Gdzieś zawieruszył się mój telefon- wyżaliłam się, przeczesując trybuny.
-W takim razie ci pomożemy- zaoferował jeden chłopak.
-Jak wyglądał?- włączył sie John.
-Dotykowy z czarną obudową. Nie jest najnowszy, ale mam tam wszystko co mi jest potrzebne.
-A jesteś pewna, że go tutaj zgubiłaś?- zapytał mnie ten pierwszy chłopak, który mierzył co najmniej z dwa metry, miał krótkie włosy w kolorze orzechu oraz tego samego koloru oczy.
-Może ktoś go ukradł? Często zdarzają się tu kradzieże- dodał John, a któryś z chłopaków trzepnął go w plecy, by zamilkł.
-Nie słuchaj tego debila i lepiej zacznijmy go szukać. Jakby ktoś znalazł, to niech krzyczy.
I tak w przeciągu pięciu minut odnalazła się moja zguba, a znalazł ją nikt inny jak ten potwornie wysoki i przystojny chłopak, który możliwe, że był na drugim lub trzecim roku studiów.
Wręczył mi mój telefon i już odchodził, gdy go zapytałam.
-Jak masz na imię?
-James, do usług- uśmiechnął się ciepło i ukłonił przede mną.- A ty?
-Chloe- przedstawiłam się krótko.
-Będziesz u nas na imprezie?
-Postaram się być- posłałam mu jeden z moich rzadko używanym uśmiechów, a on jakby się zarumienił. Zbyt długo nie pogadaliśmy, gdyż zaraz zaczęli wołać go koledzy z drużyny i musieliśmy się rozejść...
Komentarze
Prześlij komentarz