Rozdział 5

Katie 
 Pierwsze sekundy po odebraniu połączenia, były przerażające. Nasuwało mi się na myśl milion pytań: kto dzwoni, skąd ma mój numer, czego chce... i tym podobne.
- Hej, śliczności, jak się czujesz? -  Usłyszałam w słuchawce bardzo miły głos dla mych uszu. Był taki uspakajający.
- Kto mówi? - Zapytałam, kiedy poczułam się pewniej.
- To ja, przecież, nie pamiętasz mnie? - Zdziwił się zmieszany chłopak.
- Nie, przepraszam. Jeśli poznałam cię wczoraj, to nie za wiele pamiętam, więc... - Już chciałam się rozłączać, ale ta czynność została przerwana.
- CZEKAJ! - Poprosił. - Nie rozłączaj się.
- Dlaczego? Coś się stało? - Zaniepokoił mnie lekko.
- Jeśli nic z wczoraj nie pamiętasz, to pozwól sobie poznać mnie jeszcze raz.
- Ale ja nawet nie wiem, jak masz na imię. - Wyjawiłam powód swej niechęci do prowadzenia dalszej rozmowy.
- Killian. Mam na imię Killian. - Przedstawił się.
- Miło mi cię poznać w takim razie. - Postanowiłam dać chłopakowi szansę, choć nie miałam pojęcia czy zaczynanie tej znajomości miało jakikolwiek sens.
- Więc odpowiesz na pytanie? - Zaśmiał się do słuchawki. Pewnie był lekko skrępowany.
- A jak brzmiało? - I teraz przyszła moja kolej na chichotanie.
- Jak się trzymasz po imprezie?
- Jak na kacu przystało, wszystko mnie boli i najchętniej nie myślałabym o niczym innym niż o czekoladzie i łóżku. - Przyznałam się.
- To nie za wesoło. Pierwszy raz piłaś? - Zaciekawił się.
- Noo tak .  Więcej nie dotknę tego świństwa.
- Ee tam, przesadzasz. Po prostu trzeba się rozeznać, gdzie jest granica, a później jej nie przekroczyć...
Nasza rozmowa trwała jeszcze kilkanaście minut, a później rozłączyłam się pod pretekstem pozmywania naczyń,  a tak naprawdę zbliżał się czas mojego serialu. Tak więc szybko się rozłączyłam i odpaliłam przeglądarkę, gdzie znalazłam nowy odcinek, na który polowałam. Czułam, ze czas być szczęśliwą...

Chloe
Co wtedy poczułam? Złość. Zaskoczenie. Coś całkiem przyjemnego. Co poczuł James? Euforię, którą przerwał mój plaskacz.
Urażony złapał się za bordowy od mego ciosu policzek i popatrzył na mnie z wyrzutem.
-Za co?
-Już ty dobrze wiesz- warknęłam zarumieniona.
-No właśnie niebardzo. Nie podobało się?
-...- nie potrafiłam wyrazić swojej opinii, co zdarzało mi się bardzo rzadko.
-Czyli podobało się- uśmiechnął się z satysfakcją.
-Nie zmienia to tego, że nadal jesteś dupkiem.
-Ale przecież cię nie lekceważę. Może jeszcze raz?- już się zbliżył, ale ja się odsunęłam na sam skraj ławki, przez co runęłam na ziemię jak kłoda.
-O-cho, już ode mnie uciekasz?- pomógł mi wstać.- Czyli nie lubisz się całować- podsumował.
-Wyciągasz błędne wnioski- oznajmiłam otrzepując się.- Nie lubię całować się z obcymi mi osobami. I muszę dodać, że inaczej sobie ciebie wyobrażałam. Zawiodłam się na tobie.
-Aj, zabolało- chwycił się za serce i popatrzył na mnie z bólem.- Może nawet bardziej niż policzek.
-Nie dbam o to- prychnęłam odchodząc. Szczęście, że moje nogi już się w miarę zregenerowały...
-Okrutna- usłyszałam za sobą jego rozbawiony głos.- Właśnie to mi się w tobie podoba- podążył za mną.- No jeszcze podoba mi się to, że jesteś taka tyci- tyci...
-Co?- odwróciłam się gwałtownie, a on wpadł na mnie. Najpewniej bym się odbiła od jego twardego brzucha, ale szybko mnie złapał i przycisnął do siebie.
-No tylko spójrz. Jestem od ciebie większy niemal o połowę ciebie- udało mi się spojrzeć w górę i zauważyć, że się spogląda na mnie z góry.
-Bawi cię mój mizerny wzrost?
-Ależ skąd- nieudolnie próbował ukryć szeroki uśmiech.
-Jesteś podły- stwierdziłam próbując się wyrwać z jego uścisku
-Uraziłem cię?- spojrzał na mnie wystraszony. Zadziwiające jak szybko zmieniał mu się nastrój...
-Tak. Ciągle słyszę jak ci burczy w brzuchu, że aż sama zrobiłam sie głodna. I jeszcze w dodatku co raz mocniej mnie ściskasz.To naprawdę podłe z twojej strony- zaśmiał się na moje słowa, kiedy ja mówiłam zupełnie poważnie.
-W takim razie co powiesz na pizzę?
-Błagam, nie rób mi smaka- poprosiłam żałośnie, a on w końcu mnie wyswobodził ze swoich objęć.
-Że niby ja?- zrobił teatralny gest dotykając ręką swojej klatki piersiowej.- Pozwól, iż zabiorę cię do całkiem przyjemnej pizzeri, Calineczko.
-Chloe- poprawiłam go.- Nawet nie pamiętasz jak mam na imię. I to ty jesteś tak dziwacznie wysoki.
-Chloe, Calineczka, wszystko jedno. Oba mają na początku ,,c", więc jest jakaś zgodność. Dobra, nie przedłużajmy. Idziemy- chwycił mnie pod ramiona i w jednej chwili podniósł. Wrzasnęłam zdezorientowana, a on przycisnął mnie do swojego lewego boku i wsadził jedną rękę pod mój tyłek, abym nie spadła. Oczywiście później oberwał w głowę, ale ostatecznie jakoś się dogadaliśmy...


Komentarze