Rozdział 9
Chloe
Na ogół wykłady nie były takie złe, chociaż dzięki nim nauczyłam się jednego: nigdy więcej lekcji norweskiego. Jest to taki język, którego za Yggdrasil nie potrafię wymówić. Co prawda jest dosyć podobny do niemieckiego, lecz nie identyczny. Szwecki i duński już mi lepiej szły, więc dzień zakończyłam można by rzec w całkiem przyzwoicie dobrym humorze.
Gdy opuszczałam uczelnię dochodziła szósta. Przetarłam dłońmi zmęczoną twarz i dziękowałam niebiosom, iż pozwoliły mi przeżyć te wykłady. Już wracałam do akademika, gdy w oddali ujrzałam znajomą sylwetkę. James opierał się o pobliską latarnię z papierosem w ustach i najwyraźniej na kogoś czekał. Uśmiechnęłam się pod nosem i powoli ku niemu ruszyłam. Nagle podbiegła do niego jakaś dziewczyna, może w moim wieku lub o rok starsza? Chłopak wyjął papierosa z ust, po czym pochylił się i oboje zastygli w pocałunku. Poczułam, jakby ktoś przeszył mój żołądek strzałą. Dosłownie, zabolało mnie to. Myślałam, że po dzisiejszym się do siebie zbliżyliśmy i coś dla niego znaczę...
Jaka ja jestem naiwna. Przecież to oczywiste, że nikt mnie nie pokocha. Nie jestem osobą do kochania i sama nie potrafię kochać. Potrafię jedynie być miła, zabawna, czasem ironiczna...
James wziął dziewczynę za rękę i wsadzając z powrotem papierosa do ust pociągnął ją w dół ulicy. Stałam w miejscu jak wryta i sama siebie dołowałam. Wzięłam głęboki wdech, a potem wydech. Spróbowałam opanować ból, który zaczął rozszarpywać mi gardło, lecz nic mi to nie pomagało. Ruszyłam w zupełnie innym kierunku niż oni poszli, przez co nie wróciłam do akademika. Spacerowałam po przedmieściach Dublina i podziwiałam przechadzające się obok pary, które nie próbowały kryć swej miłości do siebie.
Ostatecznie byłam już na tyle przybita, że nie dałam rady spacerować. Usiadłam na jednym z przystanków autobusowych, który akurat w tym momencie był pusty i po prostu odpoczywałam. Odpoczywałam od otaczającego mnie świata i cierpienia, którego mi przysparzał.
Czułam się oszukana. Zmanipulowana. Niechciana. Byłam dla niego tylko chwilowym pocieszeniem. On nic do mnie nie czuje...
-Przepraszam? Czy czwórka już odjechała?- dosłyszałam czyjś życzliwy głos. Powoli podniosłam głowę i spojrzałam na swego rozmówcę.- Och, wszystko w porządku?
-Słucham?- dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że policzki mam mokre od łez i pewnie wyglądam jak troll z czerwoną twarzą.- Nie, wszystko w porządku. I nie wiem, dopiero teraz przyszł...- nie dokończyłam, bo chłopak mi przerwał.
-Nie może być w porządku, jeżeli płaczesz i jesteś smutna.- zaprzeczył z delikatnym uśmiechem na zmartwionej twarzy. Mój rozmówca miał może niecałe metr osiemdziesiąt wzrostu, ciemnoblond włosy oraz oczy koloru bezchmurnego nieba- tak intensywnie niebieskie, a za razem łagodne. Ubrany był w czarne palto, jeansy i trapery. Mógł mieć około dziewiętnastu- dwudziestu lat.
-Ale już jest dobrze. Dziękuję za troskę.- szybko się wytarłam, by nie podziwiał obrazu nędzy i rozpaczy jaki sobą w tej chwili przedstawiałam.
-Proszę.- podał mi chusteczki higieniczne, które z wdzięcznością przyjęłam i wydmuchałam nos.- Jestem Daniel, a ty?
-Chloe.- przedstawiłam się krótko.- Dzięki za chusteczki.
-Nie ma sprawy. To kogo mam utłuc za sprawienie ci przykrości?- na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech.
-Nikogo. Wolę to zrobić własnoręcznie, ale dziękuję za chęci.- odpowiedziałam, na co i on się uśmiechnął.
-Widzę, że misja przywrócenia ci humoru się powiodła.- zauważył z zadowoleniem Daniel.- Jesteś z tutejszego uniwerka?
-Tak. Na pierwszym roku.- na przystanek przytoczył się autobus linii jedenaście, a z jego wnętrza niczym fala wyleli się ludzie i rozeszli w różnych kierunkach.
-O, myślałem, że jesteś starsza.- zaśmiał się z zakłopotaniem.- Ja jestem na czwartym roku.
-Chyba żartujesz!- zdziwiłam się.
-Ależ skąd!- żachnął się.- Jak nie wierzysz to spójrz.- podał mi swoją legitymację, na której widniały cztery pieczątki, co oznaczało, że faktycznie zaczął czwarty rok studiów.- Wyglądasz na młodszego.
-A dziękuję, dziękuję.- rozpromienił się.- Każdy mi to mówi, nawet rodzina.
-Mieszkasz tutaj?
-Tak, kilka ulic dalej. A ty?
-Pomieszkuję w akademiku.
-Tym obok uniwerka?
-Mhm.- przytaknęłam.
-Słyszałem, że studenci sporo tam imprezują.- wyglądał na zdegustowanego tym faktem.
-Trudno się nie zgodzić.- przyznałam mu rację.- Ale póki nie dają się aż tak we znaki, to da się żyć.- na przystanek wjeżdżała już czwórka, co zauważył mój rozmówca.
-Oto i przybył mój niezawodny środek transportu. Spotkajmy się jeszcze kiedyś.- posłał mi promienny uśmiech.- Nie smuć się Chloe, wszystko będzie dobrze.- Pomachał mi na pożegnanie i zniknął we wnętrzu autobusu, który odjechał lekko skrzypiąc...
Katie
-Haaloo? - Odebrałam połączenie.
- Kotku, słodziutka, tu ciocia Becki.
- Oo, ciociu, nie spodziewałam się twego telefonu. - Przyznałam zaskoczona, ale cudownie było słyszeć głos matki chrzestnej w słuchawce.
- Wiem, ale to nic nie szkodzi. Jak pierwszy dzień na studiach? Zmęczona? - Dopytywała się bardziej szczegółowo niż moja rodzona matka, która jeszcze nie zadzwoniła ani razu.
- Wszystko w porządku, uczelnia bardzo przytulna, tylko że niezbyt wielu mam tutaj znajomych, więc jeszcze próbuję się zadomowić. Mam przyjaciółkę, która jest moja współlokatorką, więc jest ciekawie. - Opowiedziałam trochę cioci o tym, jak się miewa moja sytuacja na uniwerku. - A co u was?
- Po staremu, wujek wkrótce dostanie awans, więc pracuje jeszcze ciężej niż zwykle, znasz go.
- Co racja, to racja. On zawsze daje z siebie wszystko i osiąga postawiony cel.
- Z ust mi to wyjęłaś. Miałabyś ochotę wpaść do nas jutro na kolację?
- Jutro nie będę mogła, późno kończę zajęcia... - Próbowałam jakoś wytłumaczyć ciotce powód mej nieobecności na przyszykowanej przez nią kolacji, do której dojdzie do skutku najpewniej w innym terminie.
- To może w piątek? - Wyznaczyła kolejną datę do omówienia.
- Piątek może być. Kończę w południe.
- To wspaniale. Wujek wpadnie po ciebie o siódmej. - Postawiła mnie przed faktem dokonanym. - Do zobaczenia w piątek. Całuski. - Pożegnała się i zakończyła połączenie.
- Papa. - Powiedziałam do telefonu, choć odbiorca i tak nie mógł usłyszeć moich słów.
Po tym jak definitywnie zakończyłam swoje obowiązki, nie dałam rady już zasnąć, więc postanowiłam trochę się uruchomić w internecie. Odpaliłam laptop, a następnie zalogowałam się na swoje konto. Kiedy odpalił się pulpit wybrałam przeglądarkę internetową Chrome i kliknęłam w Youtube, który znajdował się w szybkim wybieraniu. Przejrzałam wpierw proponowane utwory oraz filmiki, po czym mój wybór padł na Ed'a Sheerana, który wypuścił ostatnio nową piosenkę pod tytułem: "Perfect". Tekst był bardzo poruszający, a zarazem dołujący, gdy nie posiadało się ukochanego, z którym można by słuchać taką romantyczną piosenkę. Można by do niej wykonać pierwszy taniec młodej pary. Kiedy tak czytałam tekst utworu popadała w lekkie zdołowanie z powodu braku chłopaka i możliwości robienia tych rzeczy, o których mówiła treść:
I found a love for me
Darling just dive right in, and follow my leadI found a girl, beautiful and sweetI never knew you were the someone waiting for me
Cause we were just kids when we fell in loveNot knowing what it was, I will not give you up this timeBut darling just kiss me slow, your heart is all I ownAnd in your eyes you’re holding mine
Baby I’m dancing in the dark, with you between my armsBarefoot on the grass, listening to our favourite songWhen you said you looked a mess, I whispered underneath my breathBut you heard it, darling you look perfect tonight
Well I found a woman,stronger than anyone I knowShe shares my dreams, I hope that someday I’ll share her homeI found a lover, to carry more than just my secretsTo carry love, to carry children of our ownWe are still kids, but we’re so in love, fighting against all oddsI know we’ll be alright this timeDarling just hold my hand, be my girl, I’ll be your manI see my future in your eyes
Baby I’m dancing in the dark, with you between my armsBarefoot on the grass, listening to our favourite songWhen I saw you in that dress, looking so beautifulI don’t deserve this, darling you look perfect tonight
Baby I’m dancing in the dark, with you between my armsBarefoot on the grass, listening to our favourite songI have faith in what I see Now I know I have met an angel in person And she looks perfect, I don’t deserve thisYou look perfect tonight
Wciągnęłam się tak, że po godzinie potrafiłam zaśpiewać już cały tekst piosenki. Najgorsze było to, że przez kolejne kilka dni wciąż będzie krążyła po mojej głowie, a wszyscy w moim towarzystwie umrą z obrzydzenia. Szczerze współczułam Juliet i Chloe. Biedne dziewczyny...
Na ogół wykłady nie były takie złe, chociaż dzięki nim nauczyłam się jednego: nigdy więcej lekcji norweskiego. Jest to taki język, którego za Yggdrasil nie potrafię wymówić. Co prawda jest dosyć podobny do niemieckiego, lecz nie identyczny. Szwecki i duński już mi lepiej szły, więc dzień zakończyłam można by rzec w całkiem przyzwoicie dobrym humorze.
Gdy opuszczałam uczelnię dochodziła szósta. Przetarłam dłońmi zmęczoną twarz i dziękowałam niebiosom, iż pozwoliły mi przeżyć te wykłady. Już wracałam do akademika, gdy w oddali ujrzałam znajomą sylwetkę. James opierał się o pobliską latarnię z papierosem w ustach i najwyraźniej na kogoś czekał. Uśmiechnęłam się pod nosem i powoli ku niemu ruszyłam. Nagle podbiegła do niego jakaś dziewczyna, może w moim wieku lub o rok starsza? Chłopak wyjął papierosa z ust, po czym pochylił się i oboje zastygli w pocałunku. Poczułam, jakby ktoś przeszył mój żołądek strzałą. Dosłownie, zabolało mnie to. Myślałam, że po dzisiejszym się do siebie zbliżyliśmy i coś dla niego znaczę...
Jaka ja jestem naiwna. Przecież to oczywiste, że nikt mnie nie pokocha. Nie jestem osobą do kochania i sama nie potrafię kochać. Potrafię jedynie być miła, zabawna, czasem ironiczna...
James wziął dziewczynę za rękę i wsadzając z powrotem papierosa do ust pociągnął ją w dół ulicy. Stałam w miejscu jak wryta i sama siebie dołowałam. Wzięłam głęboki wdech, a potem wydech. Spróbowałam opanować ból, który zaczął rozszarpywać mi gardło, lecz nic mi to nie pomagało. Ruszyłam w zupełnie innym kierunku niż oni poszli, przez co nie wróciłam do akademika. Spacerowałam po przedmieściach Dublina i podziwiałam przechadzające się obok pary, które nie próbowały kryć swej miłości do siebie.
Ostatecznie byłam już na tyle przybita, że nie dałam rady spacerować. Usiadłam na jednym z przystanków autobusowych, który akurat w tym momencie był pusty i po prostu odpoczywałam. Odpoczywałam od otaczającego mnie świata i cierpienia, którego mi przysparzał.
Czułam się oszukana. Zmanipulowana. Niechciana. Byłam dla niego tylko chwilowym pocieszeniem. On nic do mnie nie czuje...
-Przepraszam? Czy czwórka już odjechała?- dosłyszałam czyjś życzliwy głos. Powoli podniosłam głowę i spojrzałam na swego rozmówcę.- Och, wszystko w porządku?
-Słucham?- dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że policzki mam mokre od łez i pewnie wyglądam jak troll z czerwoną twarzą.- Nie, wszystko w porządku. I nie wiem, dopiero teraz przyszł...- nie dokończyłam, bo chłopak mi przerwał.
-Nie może być w porządku, jeżeli płaczesz i jesteś smutna.- zaprzeczył z delikatnym uśmiechem na zmartwionej twarzy. Mój rozmówca miał może niecałe metr osiemdziesiąt wzrostu, ciemnoblond włosy oraz oczy koloru bezchmurnego nieba- tak intensywnie niebieskie, a za razem łagodne. Ubrany był w czarne palto, jeansy i trapery. Mógł mieć około dziewiętnastu- dwudziestu lat.
-Ale już jest dobrze. Dziękuję za troskę.- szybko się wytarłam, by nie podziwiał obrazu nędzy i rozpaczy jaki sobą w tej chwili przedstawiałam.
-Proszę.- podał mi chusteczki higieniczne, które z wdzięcznością przyjęłam i wydmuchałam nos.- Jestem Daniel, a ty?
-Chloe.- przedstawiłam się krótko.- Dzięki za chusteczki.
-Nie ma sprawy. To kogo mam utłuc za sprawienie ci przykrości?- na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech.
-Nikogo. Wolę to zrobić własnoręcznie, ale dziękuję za chęci.- odpowiedziałam, na co i on się uśmiechnął.
-Widzę, że misja przywrócenia ci humoru się powiodła.- zauważył z zadowoleniem Daniel.- Jesteś z tutejszego uniwerka?
-Tak. Na pierwszym roku.- na przystanek przytoczył się autobus linii jedenaście, a z jego wnętrza niczym fala wyleli się ludzie i rozeszli w różnych kierunkach.
-O, myślałem, że jesteś starsza.- zaśmiał się z zakłopotaniem.- Ja jestem na czwartym roku.
-Chyba żartujesz!- zdziwiłam się.
-Ależ skąd!- żachnął się.- Jak nie wierzysz to spójrz.- podał mi swoją legitymację, na której widniały cztery pieczątki, co oznaczało, że faktycznie zaczął czwarty rok studiów.- Wyglądasz na młodszego.
-A dziękuję, dziękuję.- rozpromienił się.- Każdy mi to mówi, nawet rodzina.
-Mieszkasz tutaj?
-Tak, kilka ulic dalej. A ty?
-Pomieszkuję w akademiku.
-Tym obok uniwerka?
-Mhm.- przytaknęłam.
-Słyszałem, że studenci sporo tam imprezują.- wyglądał na zdegustowanego tym faktem.
-Trudno się nie zgodzić.- przyznałam mu rację.- Ale póki nie dają się aż tak we znaki, to da się żyć.- na przystanek wjeżdżała już czwórka, co zauważył mój rozmówca.
-Oto i przybył mój niezawodny środek transportu. Spotkajmy się jeszcze kiedyś.- posłał mi promienny uśmiech.- Nie smuć się Chloe, wszystko będzie dobrze.- Pomachał mi na pożegnanie i zniknął we wnętrzu autobusu, który odjechał lekko skrzypiąc...
Katie
-Haaloo? - Odebrałam połączenie.
- Kotku, słodziutka, tu ciocia Becki.
- Oo, ciociu, nie spodziewałam się twego telefonu. - Przyznałam zaskoczona, ale cudownie było słyszeć głos matki chrzestnej w słuchawce.
- Wiem, ale to nic nie szkodzi. Jak pierwszy dzień na studiach? Zmęczona? - Dopytywała się bardziej szczegółowo niż moja rodzona matka, która jeszcze nie zadzwoniła ani razu.
- Wszystko w porządku, uczelnia bardzo przytulna, tylko że niezbyt wielu mam tutaj znajomych, więc jeszcze próbuję się zadomowić. Mam przyjaciółkę, która jest moja współlokatorką, więc jest ciekawie. - Opowiedziałam trochę cioci o tym, jak się miewa moja sytuacja na uniwerku. - A co u was?
- Po staremu, wujek wkrótce dostanie awans, więc pracuje jeszcze ciężej niż zwykle, znasz go.
- Co racja, to racja. On zawsze daje z siebie wszystko i osiąga postawiony cel.
- Z ust mi to wyjęłaś. Miałabyś ochotę wpaść do nas jutro na kolację?
- Jutro nie będę mogła, późno kończę zajęcia... - Próbowałam jakoś wytłumaczyć ciotce powód mej nieobecności na przyszykowanej przez nią kolacji, do której dojdzie do skutku najpewniej w innym terminie.
- To może w piątek? - Wyznaczyła kolejną datę do omówienia.
- Piątek może być. Kończę w południe.
- To wspaniale. Wujek wpadnie po ciebie o siódmej. - Postawiła mnie przed faktem dokonanym. - Do zobaczenia w piątek. Całuski. - Pożegnała się i zakończyła połączenie.
- Papa. - Powiedziałam do telefonu, choć odbiorca i tak nie mógł usłyszeć moich słów.
Po tym jak definitywnie zakończyłam swoje obowiązki, nie dałam rady już zasnąć, więc postanowiłam trochę się uruchomić w internecie. Odpaliłam laptop, a następnie zalogowałam się na swoje konto. Kiedy odpalił się pulpit wybrałam przeglądarkę internetową Chrome i kliknęłam w Youtube, który znajdował się w szybkim wybieraniu. Przejrzałam wpierw proponowane utwory oraz filmiki, po czym mój wybór padł na Ed'a Sheerana, który wypuścił ostatnio nową piosenkę pod tytułem: "Perfect". Tekst był bardzo poruszający, a zarazem dołujący, gdy nie posiadało się ukochanego, z którym można by słuchać taką romantyczną piosenkę. Można by do niej wykonać pierwszy taniec młodej pary. Kiedy tak czytałam tekst utworu popadała w lekkie zdołowanie z powodu braku chłopaka i możliwości robienia tych rzeczy, o których mówiła treść:
I found a love for me
Darling just dive right in, and follow my leadI found a girl, beautiful and sweetI never knew you were the someone waiting for me
Cause we were just kids when we fell in loveNot knowing what it was, I will not give you up this timeBut darling just kiss me slow, your heart is all I ownAnd in your eyes you’re holding mine
Baby I’m dancing in the dark, with you between my armsBarefoot on the grass, listening to our favourite songWhen you said you looked a mess, I whispered underneath my breathBut you heard it, darling you look perfect tonight
Well I found a woman,stronger than anyone I knowShe shares my dreams, I hope that someday I’ll share her homeI found a lover, to carry more than just my secretsTo carry love, to carry children of our ownWe are still kids, but we’re so in love, fighting against all oddsI know we’ll be alright this timeDarling just hold my hand, be my girl, I’ll be your manI see my future in your eyes
Baby I’m dancing in the dark, with you between my armsBarefoot on the grass, listening to our favourite songWhen I saw you in that dress, looking so beautifulI don’t deserve this, darling you look perfect tonight
Baby I’m dancing in the dark, with you between my armsBarefoot on the grass, listening to our favourite songI have faith in what I see Now I know I have met an angel in person And she looks perfect, I don’t deserve thisYou look perfect tonight
Wciągnęłam się tak, że po godzinie potrafiłam zaśpiewać już cały tekst piosenki. Najgorsze było to, że przez kolejne kilka dni wciąż będzie krążyła po mojej głowie, a wszyscy w moim towarzystwie umrą z obrzydzenia. Szczerze współczułam Juliet i Chloe. Biedne dziewczyny...
Komentarze
Prześlij komentarz